16 grudnia 2018, niedziela

Czytelnia człowieka dla ludzi

Jerzy Pilch

Pilch w Przekroju






Dziennik Jerzego Pilcha w tygodniku "Przekrój" - 11/2010

 




7 marca

O Ryszardzie Kapuścińskim, w czasach gdy był autorem wielce uznanym i podziwianym, mawiano, że w tygodniu odbiera dwie lub cztery ważne światowe nagrody. Zależało od tygodnia. Obecnie ta passa sukcesów trwa nadal: liczba ukazujących się tekstów poświęconych autorowi „Cesarza” jest niepoliczalna. Żaden z wielkich, a nawet największych klasyków takiej masy egzegez nie zaznał; zaiste sprawcza moc książki Artura Domosławskiego jest nieobliczalna. Oczywiście przyczyniły się do tego okoliczności zewnętrzne: odmawiające druku wydawnictwo Znak, a i wdowa próbująca zatrzymać wydanie – Boże Święty, jakby ta kobieta wiedziała albo choć przeczuwała, jak przeciwskutecznie działa, jaką lawinę wyzwala – za brak instynktu płaci się słono.

 

8 marca

Nie będę ukrywał: cała nadmierność dyskusji wokół „non-fiction”, a może „bardzo fiction”, dosyć mnie zraża; czy wszystko zostało powiedziane, nie wiem, wszystkiego, jak na razie, nie powiedział nawet Pan Bóg; wymownych, a też „wielce znaczących” koncepcji padło jednak sporo.

 

Ograniczam się do dwóch równie bocznych, co ogólnych uwag. Zdaję sobie sprawę, jak szokujące jest to, co powiem, ale dyskusja winna tyczyć głównie literatury. Taka przynajmniej – owszem rzadka, tym przez to cenniejsza – jest tu sposobność. Tymczasem nie podobna nie pomyśleć, że lwia część dyskutantów z całą prostotą literaturę omija, literatury się wypiera; z całą zajadłością nie uważa reportażu za literaturę; to akurat trafne: wiersze to nie są, ale idą stanowiska znacznie radykalniejsze, tu się generalnie odmawia reportażowi i innym gatunkom publicystycznym czy dziennikarskim prawa do posługiwania się jakimikolwiek środkami wyrazu literackiego.

 

W jakim tedy tworzywie państwo pracujecie? W prawdzie? No tak, grafomani, a nawet analfabeci jako twórcy prawdy – to bywa ostatnio nawet często. Ale w końcu i w tego rodzaju tekstach trafiają się jakieś rozpaczliwe namiastki ciemnego kunsztu, jakieś przerażające próby np. komponowania. Słowem: książka Domosławskiego, zamiast dać asumpt do debaty o tym, co może wynikać z języka, mniej lub bardziej świadomie w opowieści stosowanego, produkuje bezkompromisowe wypowiedzi, jak to Kapusta kłamał i jak tym samym doprowadził do upadku i rozkładu polską szkołę reportażu.

 

Przez grzeczność nie ma co poruszać kłopotliwej sprawy, ile w tej szkole było uczniów, którzy kompletnie nie władają piórem, ergo – ich głoszone topornymi środkami wyrazu „prawdy” funta kłaków są warte lub – co komiczniejsze – mają tajemniczy urok – gdy nie wiadomo, gdzie orzeczenie, gdzie podmiot – bywa nie jedynie tajemniczo, bywa nawet poetycko.

 

Nie tylko przez lata pracy w rozmaitych redakcjach napatrzyłem się bezliku kolegów „dziennikarzy”, dla których opór materii słownej był równie niepokonywalny jak opór powietrza dla rodzimych futbolistów. W sumie zrozumiałe, że o jakichś kunsztach literackich nikt tu nie chce mówić. Swoją drogą ci mądrale, co twierdzą, że od dawna wiedzieli: Kapuściński kreował, nie był realistą – są specjalnie śmieszni. Odkąd kreacja wyklucza realizm? Niewątpliwie od czasu, gdy nie lada głowy biorą się do rozstrzygania tak wstrząsającego problemu z zakresu sztuki układania słów.

 

9 marca

Uwaga druga: niepodobna nie pomyśleć, że w Polsce oczekiwania wobec biografii kogoś, kto wiódł żywot niebanalny, niekonwencjonalny i ryzykowny, są takie, by była to biografia banalna, konwencjonalna i nudna. Nudni do biografii najprzydatniejsi, ale i o nich się nie pisze – po cóż, skoro nudni? Na otchłannych paradoksach stoi nasze piśmiennictwo.

 

I nie ma co sadzić dyrdymałów, że Domosławski kogoś krzywdzi. Taka czy inna krzywda jest nader często w los bliskich artysty wpisana; można to kunktatorsko omijać, łagodzić, kastrować, czekać z pisaniem pół wieku – w końcu to także swojska szkoła: stawiać na nijakość i odwlekać w nieskończoność. Biografii mamy przez to tyle, ile mamy. Ach, nie tylko przez to – też z piramidalnego lenistwa – względy moralne jakże tu są dogodnym alibi – nie róbmy nic, bo ciotka źle się poczuje. Od samopoczucia ciotki nie ma w kulturze niczego ważniejszego.

 

Doprawdy istotny, o wiele istotniejszy, niż się zdaje, wkład w kulturę polską mają Artur Domosławski i Świat Książki – postawili na szybkość, zdecydowanie i – tak jest – twórczy brak skrupułów. ABC dobrego wychowania (w wersji, rzecz jasna, szkolnej) jako etyczny fundament twórczości polskiej daje całą jej infantylność i emocje, w najlepszym razie, stadionowe. Publika gwiżdże i macha szalikami, nożem wszakże nie dźgnie, bo wysoko stoi etycznie.

(…) całość na www.przekroj.pl

 

Jerzy Pilch

„Przekrój” 11/2010


fot.: Hubert Sobalak

 

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.