25 czerwca 2019, wtorek

Teksty i nadteksty

Marek Beylin

Po co, u diabła, ta kultura

 

Polskie elity polityczne i klasa średnia wciąż uważają kulturę za rodzaj wytchnienia od trudów świata, spoza „prawdziwej" i poważnej rzeczywistości, za rodzaj wytwornej paplaniny.

 

Ilustracja: obraz Stworzenie świata, Witkacy, 1921

 

 

 

Fragmenty artykułu Marka Beylina "Po co u diabła ta kultura", Gazeta Wyborcza, 27 listopada

 

 

Kultura ma tworzyć milą atmosfer, by dało się odpocząć od trudnej rzeczywistości. Powinna też nadawać prestiż tym, którzy degustują jej dzieła, czyli pełnić funkcje dworskie. Tak rozumuą politycy, tak myśli znaczna część coraz bogatszej polskiej klasy średniej. Ale to postawa zabójcza i dla kultury, i dla społeczeństwa. Bo dziś głównie kultura chroni nas przed zalewem iluzji z rożnych sfer życia, także z polityki. Daje nam sposoby, byśmy nie dali się zwariować.

Pamiętna scena z filmu Formana o Mozarcie: cesarz ma ocenić jego operę, dwór czeka, w końcu władca wyrokuje - za dużo nut. Ten dworski mechanizm osądzania kultury ze szczytów politycznej hierarchii wciąż istnieje w demokratycznej Polsce. Wszędzie dają o sobie znać politycy, lokalni i centralni, którzy sądzą, że wiedzą najlepiej, co i jak artyści winni robić i czego nie powinni.

Za dużo nut - orzekł na swój sposób niegdysiejszy prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki, wyrzucając dyrektora miejskiego teatru. Chciał rządzić kulturą w cesarskim stylu, choć jak to w demokracji powoływał się na interes obywateli. Za dużo nut - powtarzają różni lokalni władcy, gdy odwołują szefów publicznych galerii, bo nie spodoba im się wystawa, albo chcą zmienić dyrektora filharmonii z powodu zastrzeżeń do repertuaru.

 

 

(…) Są więc powody, by przypuszczać, że wielu polityków wszystkich szczebli ma skłonności do taktowania twórców i animatorów kultury jako członków orszaku władzy: trzeba ich pilnować i odmawiać łask, jeśli się narażą. Tak zdarzyło się w Poznaniu, gdy wiceprezydent miasta z PO postanowił zdyscyplinować Teatr Ósmego Dnia za niesłuszne poglądy. Z tego co oznajmił szefowej teatru, wynikało, że skoro on z ramienia miasta daje na teatr pieniądze, to ma prawo decydować, jakich artyści nie powinni mieć poglądów.

 

(…)  Zamiast przemyślanej polityki kulturalnej, dominuje w Polce celebra kultury. Drastyczny przykład. Trwa koncert laureatów Konkursu Chopinowskiego, nagle otwierają się drzwi i do Sali wchodzi kilku parlamentarzystów. Nie zachowują się zbyt cicho. Dyrygent przerywa koncert, czeka, aż intruzi usiądą, by zacząć od początku. Ludzie ci przyszli do filharmonii jak na bal celebrytów, by się pokazać. Nie nauczyli się reguł zachowania w takiej sytuacji, nie sądzili zapewne, że jakieś reguły są i mogą ich zobowiązywać. Na bal wchodzi się w dowolnym momencie. Zgoda, zapewne nauczą się właściwego zachowania. Ale czy kiedykolwiek pojmą, po co, u diabła, jest ta kultura?

(…)

 

Marek Beylin

Gazeta Wyborcza, 27 listopada

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.