17 listopada 2019, niedziela

Czytelnia człowieka dla ludzi

Red.Nacz.

Polecamy



Autorką książki, z której pochodzi fragment, nie jest Dorota Masłowska („Paszport POLITYKI”, 2002), ale Sylwia Chutnik („Paszport POLITYKI” , 2008). Naprawdę.

„Kieszonkowy atlas kobiet”, Sylwia Chutnik, Korporacja Ha!art, Kraków 2009

 

str. 64

Nadszedł jednak dzień, w którym wszystko miało się zmienić.

Słońce wzeszło o 5.48, bo to było lato. O 8.35 Czarna Mańka wyszła z dzieckiem z domu w poszukiwaniu skrawków, odpadów i gniłków, czyli śniadania. Przechodziła przez duże skrzyżowanie obok swoje¬go domu i wydawało jej się, że zdąży na migającym zielonym. W połowie jezdni zrobiło się czerwone i kierowca tira, pan Marek, ruszył w stronę Okęcia. Wydawało mu się, że zdąży przejechać przed idącą kobietą z wózkiem. Nam się zawsze coś wydaje, a jeśli chodzi o ruch drogowy, to jest to jedna wielka improwizacja i polskie „jakoś to będzie". Dam radę, przebiegnę i pojadę tym autobusem. Docisnę gazu, zamknę oczy i śmignę na żółtym. Spoko. Luz, zrobię to naprawdę szybko. I wszystkim się coś roiło, ale pan Marek nie zdążył i Czarna Mańka nie zdążyła. Pisk hamulców, baba obok tylko się przeżegnała, wózek odskoczył na chodnik i poturlał się pod kiosk z chińskim jedzeniem. Mańka poturlała się pod koła samochodu. Pan Marek wyskoczył z szoferki i uklęknął na jezdni. Ludzie odwracali wzrok albo gapili się jak zahipnotyzowani. Zależy, co się komu robi w sytuacji stresowej. Czy marzy się od dzieciństwa o widoku flaków czy też woli czytać Edwarda Stachurę.

 

Str. 65.

Po całym komiksowym „bam, buch, wtem, aż tu nagle” zapadła cisza, stop-klatka, słychać wiatr szalejący nad miastem stołecznym, widać słońce świecące. Nie dla wszystkich już świeci, myśli sobie jakiś przechodzień.

 

Hej, czyj to pogrzeb sunie powoli?

To Czarnej Mańki, jednej z tych „dam”.

Wśród kwiatów leży blada i cicha

I płynie z wolna tam, gdzie nasz kres...

Psiakrew! To życia historia licha.

Ach, cóż tam! - zresztą nie trzeba łez.

 

Nagle spod kół potężnego tira wyczołgała się zakrwawiona Maria. Kobieta niezatapialna. Człowiek ze stali. Tuczona tradycją powstań i przewrotów, Hansa Klossa, zabili go i uciekł. Batman forever. Ludzie wydali z siebie krzyk, bo to zawsze robi wrażenie, jak ktoś miał nie żyć, a się rusza.

Maria wypełzła na asfalt i rozejrzała się wokół. Jak dzikie zwierzę, bestia zraniona. Wycharczała: „Gdzie wózek?”. To nie był już głos ludzki, to nie była chrypa po trzech dniach chlania. To była tygryska z obłędem w oczach szukająca swojego dziecka. „Gdzie mała? Hdziee?”. Ale zaraz otoczyli ją ludzie, kazali się położyć, z oddali słychać już było sygnał karetki pogotowia i policji. Pani się nie rusza, pani jest w szoku, pani chyba nie żyje.

 

Str. 66

Ludzie, jak wy nigdy nic nie rozumiecie. Przecież ona się budzi. Ona coś wreszcie czuje i wie, że ma cel. Na teraz, na tę chwilę: znaleźć wózek, dziecko, wrócić do domu i zamknąć drzwi. Czuje swoje ciało, rozkawałkowane i poranione. Wreszcie nie przez nią samą. I jej zależy, ona myśli - wreszcie!

Tymczasem lekarze położyli Marię na noszach i wsunęli delikatnie do karetki. Jak ciasto na blasze. Słusznie, niech się upiecze, wyrośnie, zarumieni. Coś zaczęło kiełkować, wznosić się, puchnąć. Twarz Marii poorana jak Matka Boska Częstochowska pojechała na sygnale do szpitala. Na sali przyjęć wstrzyknęli jej środek uspokajający, bo przejechana kobieta warczała i rzucała się. Gdzie dziecko?

Dziecko leżało pod budką. Nie płakało, nie ruszało się. Grzeczne, jak to dziewczynka. Wszyscy zapomnieli o rozwalonym wózku, bo przecież nic tam w środku nie było. W tej okolicy pełno osób używa takich sprzętów do wożenia śmieci, ekipy wirtualnych rodziców kursują tam i z powrotem z odpadkami. Kto by wnikał, co oni tam mają. Toż to śmierdzi na odległość.

Porzucone dzieci. Zapomniane spod sklepu, nieodebrane z przedszkola, zastawione za kratkę piwa. Do tego świadkowie wypadków. Gdyby Anulka była bardziej widoczna, to mogłaby dostać od policjantów misia na pocieszenie. Taka maskotka łagodzi widok rozjechanej matki.

 

 

Str. 67

Anulka nie mogła liczyć na nikogo. Wyszła z przewróconego wózka i potoczyła się do domu. Ułożyła się na wycieraczce i czekała na rozwój zdarzeń.

(…)

 

Sylwia Chutnik

 

Korporacja Ha!art , Kraków 2009

 

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.