15 września 2019, niedziela

Łaskotacz

Łaskotacz

Spotkałem szczęśliwą Maryję






Są ludzie, którzy nigdy nie ruszyli się poza swoją wioskę.




Nie chodzi tu o Masajów, Bambute czy Kikuju; nie idzie też o tych, którzy świadomie i z wyboru kontestują globalizację, ani o tych, co mają taki Internet, że nigdzie się ruszać nie muszą. Po prostu, ma 75 lat i nigdy morza nie widziała i za nic się nigdzie nie ruszy, i nie ma takiego sposobu, żeby ją gdzieś wyciągnąć. Przez 75 lat nie zdołała wykształcić potrzeby zmiany obrazka przed oczami, ani ciekawości, co i jak jest tam, gdzie jej nie ma. I wcale na nieszczęśliwą nie wygląda. Inna sprawa, czy facet, który przejechał kulę ziemską trzy razy wzdłuż i wszerz ma do opowiedzenia ciekawsze historie niż ta nieruchliwa pierdoła? Na pewno nie jest szczęśliwszy, taki facet, co widział więcej niż chciał i niż powinien, bo przecież podróże w większości składają się z rzeczy, których nie chcemy, a jakie się jednak zawsze zdarzają.

Znany bardzo, dziennikarz podróżujący, Tiziano Tarzani, po kolejnym objeździe świata doszedł do takiej konstatacji: „Cóż za straszliwym wynalazkiem jest turystyka, jedna z najbardziej złowrogich gałęzi przemysłu! To za jej sprawą cały świat stał się jednym wielkim parkiem rozrywki, bezgranicznym Disneylandem.” A znany Lew Tołstoj doszedł do takiej myśli: ”Opisz swoją wioskę, a opiszesz świat”, zaś znany Ernest Hemingway jest autorem czegoś takiego: „ Nie ważne jest miejsce, w którym się znajdujemy, ale to, co potrafimy z nim zrobić”.
Nie namawiam nikogo do siedzenia w domu, bo i samego mnie nosi tam gdzie nikt nie prosił, i to właśnie w takiej podróży bez specjalnego powodu, spotkałem Maryję, bardzo starą. Żyła ta Maryja od zawsze, w chacie, jakieś kilkadziesiąt kilometrów od Żytomierza, w miejscu, gdzie można się było rozejrzeć i się żadnych drutów telefonicznych ani elektrycznych nie zobaczyło, ani nic się nie zobaczyło poza tym, co tam od zawsze było, i dwa razy do roku Maryja wyruszała rowerem na wielką wyprawę po worek cebuli i worek mąki, kartofle sama produkowała. Przed zimą i po zimie na tę wędrówkę się wyprawiała. Podarowałem jej siedem z ośmiu konserw. W życiu nie widziałem kogoś tak szczęśliwego z powodu konserw. Czterech mięsnych i trzech rybnych. Nigdy też nie widziałem kogoś tak zaciekawionego moim widokiem, gdy się zjawiłem, jak Maryja z krainy bez drutów telefonicznych.


rysunek: Andrzej Bobrowski

 

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.