25 stycznia 2020, sobota

Teatr rozmowy

Łukasz Stern

Stanisław Soyka zaśpiewał i powiedział

Zdarzyło mi się kiedyś, że napisałem muzykę do połowy wiersza. Czyli pół muzyki napisałem. I miałem kłopot, bo to było pół muzyki do połowy wiersza Wisławy Szymborskiej. Musiałem jej jakoś o tym powiedzieć, zapytać o zgodę, rozeznać, co ona o tym sądzi. No więc zwierzyłem się pani Szymborskiej, że napisałem muzykę tylko do połowy jej wiersza, a ona przyjęła to spokojnie i powiedziała: Wie pan, ja też się zastanawiałam, czyby tego wiersza nie skrócić.


Stanisław Soyka po porywającym, dwugodzinnym koncercie w Lesznie.

Soyka: – Ja już nie mam siły, nie dam rady, pół godziny rozmowy… nie, to jest, niestety, niemożliwe.

Łukasz Stern: – A trzy proste pytania?

Trzy pytania… OK. Trzy pytania.

Dzisiaj wytworzyliście na koncercie absolutnie magiczną atmosferę, zelektryzowaliście publiczność: żywiołowe reakcje, wspólne śpiewanie, bisy, owacje na stojąco. Ma pan na to jakąś prostą receptę? Jak to się robi?

Trzeba jakieś 25, 30 lat pracować i wtedy wszystko idzie lżej, można uzyskiwać efekty, jakie się zamierzało osiągnąć.

Koncertował pan dla Ojca Świętego, Jak reagował Jan Paweł II na muzykę Soyki?

No, Papa nie wstawał, Ojciec Święty był już wtedy bardzo chory i siedział na wózku. Ale widać było, że słucha. Przez cały czas miał przed sobą tekst i śledził go, potem, kiedy podeszliśmy do ucałowania pierścienia, powiedział: Brawo!. Zdołał to powiedzieć, więc widocznie chciał to powiedzieć.

Trzecie pytanie: to co to jest ta miłość?

Wie pan, to jest pytanie do psychologów, socjologów, ja zaledwie próbuję odpowiedzieć na nie…

Ale pan o tym śpiewa.

To, co wiem, to śpiewam, to, co ja potrafię powiedzieć o miłości, to jest w moich pieśniach.

Więc ona nie istnieje rzeczywiście, tylko…

Nie, nie! Ona jest rzeczywistością istniejącą, lub może być rzeczywistością nieistniejącą, bo może być coś takiego jak brak miłości.

Trochę ciężko mi się z panem rozmawia, bo właśnie skończyłem tę rozmowę, to było trzecie pytanie. Może jeszcze jedno, ekstra?

Dobrze.

Dzisiaj zagraliście bardzo ciężką „heavy” poezję: Szymborska, Iwaszkiewicz, Szekspir, Karol Wojtyła, Grechuta, a jednak „marynary fruwały” na widowni. Zawsze wam się to udaje?

Tak, publiczność, która przychodzi na nasze koncerty, to są osoby, które potrzebują kontaktu z ważkimi słowami, a ważkie i mądre słowa piszą poeci, oni są od tego. Ja jestem człowiekiem, który potrafi napisać czasami tekst, jak mi przyjdzie jakaś myśl, natomiast nie jestem poetą, to trzeba rozróżnić…

Dlaczego nie jest pan poetą, na czym polega niebycie poetą?

Ja co najwyżej bywam poetą. No jest różnica, bo o ile, ja będąc muzykiem, kompozytorem, tkwię w tej materii, jestem wprawny i komponuję, i robię to codziennie, bo to jest mój fach, to poeta to jest ktoś, kto całe życie jakby, całą rzeczywistość formułuje w syntezy, po prostu próbuje nazwać ten świat, który jest nienazywalny…

Zaraz, zaraz, czy poezja to nie jest przypadkiem coś takiego, co się uprawia nie z rutyną, ze znawstwem, ale ze świeżością pierwszego razu?

To na pewno, ale świeżość pierwszego razu to jest jedna rzecz, natomiast później jest jeszcze ten etap, na którym się dokonuje skreśleń, i to jest już praca, do której trzeba być poetą, bo poeta jest również strażnikiem języka, a więc jego ścisłości, jego trafności, szlachetności, jego charakteru, w związku z tym to jest takie terytorium, na którym i rzemiosło, i wyczucie są istotne, i w tym sensie ja nie jestem poetą.

Pan pisze od razu wszystko na czysto?

Raczej tak, wymyślam coś i notuję, to są najczęściej takie szybkie rzeczy.

Zaryzykuję jeszcze jedno pytanie, a nuż będzie miał pan ochotę odpowiedzieć. Mówił pan podczas koncertu, że granie to ciężka praca, ale obserwując Soykę na scenie, ma się wrażenie ogromnej świeżości, witalności, wydaje się, że ten śpiewający facet jest szczęśliwym człowiekiem, który robi to, co lubi, co go bardzo kręci.

Jestem szczęściarzem, bo mam to szczęście, że jestem wciąż przy muzyce z zamiłowaniem, że nie straciłem zapału, a przez lata nabyłem jednak rzemiosła, nabyłem wiedzy, jestem wprawny w kilku dyscyplinach muzycznych, co bardzo pomaga, bo daje pewną lekkość i daje możliwości, bo można – że tak powiem – dorosnąć do wyobraźni; można to, co wyobraźnia dyktuje, łatwiej realizować, gdy się ma czym. Zamiłowanie plus rzemiosło i co tu dużo mówić, takie poczucie, że mam kredyt, że to, co robię, dla jakiejś grupy ludzi jest ważnym, to też mnie napędza, bo to mi daje poczucie, że jestem w jakiś sposób pożytecznym.

Dziękuję za świetny koncert, za cierpliwość, dam jeszcze panu moją gazetę.

Jaką kasetę?

Gazetę, nie kasetę.

Ach, gazetę. Przepraszam, ale jestem naprawdę zmęczony. Dziękuję bardzo.

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.