14 grudnia 2019, sobota
Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Zwierzęta na wsi i w mieście

...


Rys. Noma Bar


Żmija napotyka węża pod omszałymi zgliszczami jakiegoś giganta - nie do rozpoznania już czy to dąb, grab?... Może buk, co za życia wydawał się potężny tak, że nie do pokonania przez nic, nawet przez tura, przez zaprzęg koni seściu nawet, a teraz wśród mchów wypasionych na jego truchle żmija z wężem się spotyka. I zamiast zejść z drogi jedno drugiemu, rzucają się na siebie, na śmieć lub życie. Żmija łapie węża za ogon, a wąż wgryza się w ogon żmiji. Zaczynają się wciągać, pożerać na wyścigi. Coraz mniej węża, i żmiji coraz mniej. Coraz zacieklej się wciagają, a im wciągają się więcej, tym coraz ich mniej. Aż pożerają się, żmija węża, a wąż żmiję. Nie pozostaje po nich nawet ślad.

A w stawie szczupak niedorostek dużego okonia dopada i nie daje rady skosumować. Wielka głowa okonia mu z paszczy wystaje niedając się połknąć, w końcu obraca się ta głowa i wpija zęby w szczupaka i pożera go, chociaż nie ma już brzucha żeby szczupaka strawić, ale pożera, i wciąga, i pożera, ale nikt się o tym nie dowie, bo wszyscy śpią do rana, aż wszystko będzie jak zawsze, jak powinno, a teraz jest noc czarna i straszna, więc lepiej nie widzieć nic i nie słyszeć, bo po co, skoro rano i tak będzie jak zawsze? Więc w głębi nocy bezkarnie wychodził z lasu tygrys i zaglądał do wioski, ale nie czynił krzywdy nikomu, a gdy już komuś krzywdę czynił, to nieszczęśnik znikał w nocy i rano go już nie było, więc wygodniej było myśleć, że poszedł sobie gdzieś za pracą, albo po papierosy. Bo skąd tu tygrys niby? A tgrys urwał się z cyrku i z czasem zchardział. Nazywał się Baba, i jak się do niego powiedziało: - Baba! - to stawał na baczność i słuchał uważnie dalszych rozkazów, ale we wsi nikt nie wiedział, że trzeba do niego powiedzieć Baba! Bo jaki tygrys, jak tu nawet kotów na lekarstwo! A tygrys przybywał w nocy i jak już komuś krzywdę czynił, to ten znikał i przestawał tu być. Wiadomo, ludzie znikają za pracą, za nową kobietą, albo po papierosy po prostu; wiadomo że i z innych delikatnych powodów wołających o dyskrecję, więc tym bardziej uszanowć zniknięcie warto, dla zdrowia znikającego, dla własnego oraz cudzego, kimkolwiek jest, żeby było jak zawsze, jak trzeba żeby było.

Ale zniknęłą krowa. W nocy, w dodatku we wsi. A wiadomo, krowa nie poszała za inną kobietą, za pracą, po papierosy. O, krowa to jest co innego; daje mleko, mięso daje i pieniądze, a teraz nie da. Bo zniknęła, nie ma jej, a wczoraj była jeszcze, więc kurwa jego mać! I szukają, rusza śledztwo na całą wieś i oklicę. Szukają tu, szukają ówdzie, a nigdzie nie ma krowy, mleka, pieniędzy i mięsa, nigdzie. Po prostu musiała po papierosy gdzieś, albo za kobietą. Ale czy to normalne, żeby krowa tak tego? Tu coś musi niehalo być, nie inaczej, bo żeby tak krowa wyparowała, a nikt nic... Tu trzeba jakoś inaczej podejść do zagadnienia, się zebrać i zabrać za taki temat niezwyczajny, ale jak i komu? Jak już się przecież zebrali, zabrali i nic. Z czasem to przestanie być ważne, bo jak długo można rozpamiętywać; poszła gdzieś w jakiejś sprawie krowiej i nie udało jej się załatwić, dziwne? A bo to wszystkim się dzisiaj wszystko udaje? Przeważnie nikomu nie udaje się nic, i tych jest najwięcej, więc co się dziwić krowie głupiej?

A w mieście, dwóch nieznajomych właśnie pobiło się przed niemieckim marketem. Bo jeden wierzył w jednego Boga, a drugi w innego Boga. Nie oszczędzali się i bryzgała krew, gołym okiem było widać, że wiara obu musi być wielka. Nie wiadomo który Bóg mocniejszy, bo ktoś zadzwonił, podjechała suka na syrenie i uciekli. Obaj przez tę samą dziurę w płocie okalającym marketowy parking.

Orzeł przelatywał nad miastem, ale nie zainteresował się fabułami rozgrywającymi się w dole. Może leciał za wysoko? Nie wiadomo czy miał jeszcze koronę na głowie, czy już gdzieś zgubił; nikt tego nie dostrzegł, bo nikt nawet orła nie zobaczył - tak każdy był zajęty oglądaniem, co się dzieje dookoła, że na orła już nie starczyło miejsca w polu widzenia, a co dopiero na taki szczegół jak korona czy jej brak na głowie.

Olga Tokarczuk komentarzy: 0

MOWA NOBLOWSKA

Sylwia Chutnik komentarzy: 0

mówi o czym się nie mówi

Tadeusz Różewicz komentarzy: 0

rola światła



Fragment wyjęty z książki Tadeusza Różewicza "Kup kota w worku", Biuro Literackie, Wrocław 2008

Ilustracja: Korehiko Hino
Klick!!!

 

 

 

kiedy „coś” się rusza w świetle napięcie jest mniejsze niż kiedy „coś” się rusza w ciemności to „coś” może w świetle być małe ale to małe „coś” w ciemności rośnie ogromnie i przeraża nas do tego stopnia że ogarnia nas panika lecz nie możemy się ruszyć... „coś” - może to być mucha... komar... osa... jedyną radą na rozładowanie grozy jest zapalenie światła w świetle „coś” okazuje się byle czym ( str.  40)

Dorota Masłowska fb komentarzy: 0

Na dziś

Jakobe Mansztajn komentarzy: 0

Życzliwy

Dziś podobno święto życzliwości, ale to nieprawda. W społeczeństwie wysokorozwiniętym, takim jak Polska, każdy dzień jest świętem życzliwości. Tym razem galeria handlowa, wiadomo, winter is coming, trzeba ciuszek, to sobie znalazłem ciepły i teraz stoję w kolejce do kasy. Sytuacja mało dynamiczna, ale spokojnie, myślę sobie, 6 minut do autobusu, nawet na czworaka bym zdążył, tak że stoję cierpliwie jak rycerz i czas wypełniam uśmiechem, wokół sami fantastyczni ludzie, a pośród nich ona, taka bardzo miła pani, której troszeczkę się spieszy, więc pyta mnie, następnego w kolejce, czy mógłbym ją przepuścić, bo ona tylko koszulkę, a zaraz jej się bilet za parking kończy, wobec czego odpowiadam, że absolutnie żadnego nie ma problemu, proszę śmiało, patrzę na telefon: 4 minuty do autobusu, nawet tip topkami bym zdążył. Pani kładzie koszulkę na ladzie, pik pik, ekspresowa akcja, ale wtedy sobie przypomina, że coś jeszcze miała, że coś tam chyba w przymierzalni zostawiła drobnego, więc mówi, że sekunda, zaraz wracam, i znika wśród ubrań, czas mija, tyk tyk, kolejka pęcznieje, jestem stojącym uśmiechem. Aż wreszcie powraca pani z długiej wyprawy i ewidentnie winter is coming, bo w rękach niesie ciuchów dla całej kurwa rodziny na wszystkie zimy do końca kurwa życia. Myślę sobie: w społeczeństwie wysokorozwiniętym każdy dzień jest świętem życzliwości, więc tylko spoglądam pani ciepło w oczy, a uśmiech nie znika z mojej twarzy, wręcz przeciwnie – z każdą sekundą nasila się, jest coraz pełniejszy, zaczyna przypominać kosę w rękach chłopa.

Klick!!!

Marek Raczkowski komentarzy: 0

Na dziś