27 maja 2020, środa
Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Fragment całości


Foto: Claudia Rogge, Klick!!! 


Ludzie mówią, że jest za dużo ludzi.

Nigdy jeszcze nie było tak wielu, co tak mówią.

Lecz żaden nie ma na myśli siebie.

Rano czarny kot sika na trawnik, nie na asfalt, bo wciąż żyjemy w czasach, gdy trawa pokrywa więcej ziemi niż asfalt. Od trawy więcej jest tylko wody w oceanie, gdzie żyje śledź solony i wędzona makrela, które dla mózgu są lepsze od orzechów. Jednak nie wszyscy ludzie są wybitni; większość stanowi tylko tło dla wybitnych.

Są tacy, którzy wyglądają na takich, co żyją pełnią złożoną wyłącznie z rzeczy znaczących. I produkują życiorysy utkane z gęstej materii zdarzeń godnych uwagi. A inni tylko zbijają bąki. O jednych śpiewają piosenki, a o innych nie; jednym się kłaniają, a drudzy muszą się kłaniać. Jedni chętnie ratują będących w potrzebie, drugim pozostaje rola ratowanych. Każdy woli być po stronie ratujących niż ratowanych, chociaż ci drudzy są warunkiem koniecznym do zaistnienia szlachetności pierwszych, więc tak samo ważni. Są też i tacy, którzy potrafią odnieść się z pogardą do każdego, do kogo mogą się bezkarnie odnieść z pogardą.


Poza tym ludzie przeważnie są zmęczeni, bo bycie wypoczętym to naprawdę ciężka praca. Dla więszości okazywanie dobrego humoru to jeszcze cięższa praca. A czas tak galopuje, że nawet nie ma kiedy się zestarzeć.

You Tube komentarzy: 0

Jan Komasa w Radio Zet

Ludwik Cichy komentarzy: 0

Ktoś musi czytać, żeby pisać mógł ktoś



Prawopodobnie zjadłem 70 świń, zakładając, że człowiek zjada dwie rocznie. Chociaż żadnej nie widziałem na oczy za życia, ani tym bardziej nie znałem osobiście.


Odkąd pamiętam, do wszystkiego się przymuszam. Do mówienia pacierza ze zrozumieniem się przymuszam, do gimnastyki, do lubienia Pana Jezusa, który mnie kocha miłością, do rzucania palenia i do siedzenia prosto a nie krzywo się przymuszam. Do grania na gitarze, żeby umożliwić ludziom zrealizowanie naturalnej potrzeby podziwiania mnie. Przymuszam się do ustawiania budzika na dziewiątą trzydzieści, żeby nie być darmozjadem. I żeby nie śmiać się z sąsiada patrioty, co się jara adrenaliną wywożenia śmieci do lasu. I żeby być dobrym, a nie tylko wciąż złym, się przymuszam.


A choćbym się nie wiem jak natężał w przymuszaniu moim i naprężał, to poziom holesterolu na świecie będzie wciąż wyższy niż poziom inteligencji, i wciąż wkoło będzie więcej czasu niż rozumu.


A każdy, choć zasługuje na wszystko, to i tak przeważnie dostanie to, na czym mu najmniej zależy.


Na szczęście ludzie bardzo lubią zbierać punkty, które wymienią sobie na inne punkty. A te mogą potem sumować i wymieniać na jeszcze zupełnie inne punkty! Więc nie ma co malkontentować, bo czasy takie, że naprawdę jest czym się zająć. A wkrótce przyjdą święta, wszyscy zabiorą się za trzepanie dywanów, umyją okna, ale znów nie będzie dwóch takich samych bigosów.

Foto: fragment scenografii Agnieszki Jarząb

Andrzej Mleczko komentarzy: 0

Na dziś

Mery Merynos komentarzy: 0

Pomiędzy przed i po



Nudno jest strasznie, gdy jest strasznie i nudno.


Spada jabłko z drzewa na drogę i doznaje potwornych obrażeń.
Ostatkiem sił stacza się z jezdni do przydrożnego rowu, gdzie dogorywuje wprawdzie w męczarniach, ale poza zasięgiem wzroku ludzkich drapieżników uzbrojonych w apetyt aż po zęby.


Nudno jest strasznie, gdy jest strasznie i nudno.

Starając się nie następować na kreski i krzyżyki chodnika, jeden pijak wraca właśnie z wódki, a drugi akurat idzie się dopiero upić. Spotykają się przy śmietniku na osiedlu.

- O! Romek cześć, nie miałbyś czasem oddać moje 40 groszy?
- Już dawno ci chciałem, ale coś cię nie było...

Taką, ciekawie zapowiadającą się rozmowę przerywa rumor w śmietniku.
Trzy czarne wrony przeszukują kosze w poszukiwaniu skarbów, a tu podkrada się do nich bure kocisko. W gruncie rzeczy nie lubi wroniny kocisko; mysinę ponad wszystko przedkłada, zwłaszcza schab mysi i móżdżek. Po co się zatem zakrada? O! Odfruwają już wrony spłoszone głosami się do śmietnika zbliżającymi. Co powodowało kotem, że mu się zachciało nieulubione wrony podchodzić, nie dowiemy się, bo powody zostały przez odfrunięcie zniknięte.


Nudno jest strasznie, gdy jest strasznie i nudno.

W przydrożnym rowie, w alei jabłoni wiodącej do stolicy powiatu rozpala się już prawdziwa wojna o ranne jabłko. Pierwszy odkrywa je szczep wyjątkowo agresywnych drożdżaków, a zaraz potem zwiadowcy grzybów pleśniowych, ostatnie dołączają bakterie gnilne. I teraz te milionowe oddziały mikrobów ścierają się ze sobą w morderczych zapasach o krwawiący słodkawym sokiem wielki skarb.


Nudno jest strasznie, gdy jest strasznie i nudno.

Zasypia pijak umordowany rutyną codziennego staczania się, gdy drugi pijak zasiada dopiero w kompani rozpoczynającej taniec. Jeden jest już po wszystkim, a drugi ma wszystko przed sobą, a jutro będzie odwrotnie, a pojutrze jeszcze odwrotniej, aż się pomyli, bo przecież jeden i drugi są zawsze po i zawsze przed. Tymczasem w rowie, obok śmietnika przy drodze, maleje i gaśnie jabłko pożerane żywcem; zaczyna być po, coraz bardziej, nieodwracalnie.


Rysunek: Andrzej Bobrowski

CAPTAIN HOOK & ASTRIX komentarzy: 0

Lajkonik

Cy Twombly komentarzy: 0

Kiss

Lyn Hejinian komentarzy: 0

Romantyczna chwila

 

Romantyczna chwila

 

Po kinie, gdzie wyświetlali dokument przyrodniczy, przez Canyon

                                                                                                           [Road

wchodzimy do centrum handlowego, pełnego galerii i drogich

                                                                                                          [butikow,

 

gdzie w letnie wieczory pachną sztuczne pomarańcze,

a gładkie cegły murów świecą w ciemności jak ciało.

 

To dopiero nasza druga randka, siadamy na ławce,

trzymamy się za ręce, nie patrząc na siebie,

 

a gdybym był pingwinem, przechyliłbym się w tej chwili

i czule zwymiotował mojej ukochanej prosto w usta,

 

a gdybym był pawiem, naprężyłbym mięśnie pośladków,

żeby stanął mi wachlarz z piór, barwny jak cinema city.

 

A gdyby ona była samicą patyczaka, zapewne

wbiłaby mi leciutko podskórne żądło w szyję

 

i wstrzyknęła dawkę hormonów na uspokojenie,

żeby przyczepić mi do piersi torbę z jajeczkami,

 

a gdybym ja był młodym szympansem, odłamałbym gałąź

z pobliskiego drzewa i roztrzaskał szyby wszystkim jubilerom.

 

A gdyby ona była ropuchą mauretańską, swoim imponującym

językiem trzykroć obwiązałaby mi udo

 

i czule trzepnęła mną o powierzchnię naszej sadzawki,

ja zaś dobrze bym wiedział, że jej uczucie jest prawdziwe.

 

Ale na razie siedzimy chwilę i milczymy, wreszcie ona mówi,

ze w porównaniu z zachowaniami żółwia czy iguany

 

samce ludzkie są całkiem przekonujące w wyrażaniu uczuć.

A ja odpowiadam, że doprawdy nie potrafimy docenić,

 

jak w istocie delikatne są samice krokodyli.

Wtedy ona sugeruje, że pora już iść

 

na jakieś lody w rożkach i je zjeść.

 

 

Lyn Hejinian, z tomu Hard Rain 2005, przekład Marcin Szuster, za Literatura na świecie nr 11-12/2010

rysunek: Anna Cięciel