18 sierpnia 2019, niedziela

Czytelnia człowieka dla ludzi

Gośka Maj

Szkicownik emigrantki





Początek lipca

A więc tak wygląda dziewczyna, w której zakochała się Jenny.



Młoda, ale pewnie starsza ode mnie, farbowane, rude włosy, twarz blada, głęboko osadzone oczy. Bardzo szczupła, w obcisłych dżinsach, wzięła moją walizkę w rękę i zaprowadziła do samochodu. Jenny nie mogła po mnie przyjechać, umówiła się na wizytę u dentysty, musimy odebrać Hannah ze szkoły, wszędzie blisko, pewnie jesteś bardzo zmęczona, Magdalena wtrąca co chwilę jakieś angielskie słowo, mówi, że tak jej łatwiej, że się przyzwyczaja, czuję się nieswojo. Jedziemy jakimiś podziemnymi tunelami, bardzo szybko, kręci mi się w głowie. Ile jeszcze godzin, mam ochotę zapytać, gubimy się, bo Magdalena nigdy nie jechała po Hannah od tej strony miasta, mała jakby w ogóle na mnie nie reaguje, ma przecież sześć lat, widziałyśmy się ostatnio pół roku temu, przecież musi pamiętać, jeśli można lubić rozwydrzone jedynaczki, to ją przecież lubiłam, a ona się chętnie przytulała. Magdalena pyta, czy chcę wpaść do jakiegoś baru po coś do jedzenia, a ja czuję więdnące mięśnie nadgarstków i z wysiłkiem podtrzymuję powieki otwarte. Leciałam samolotem po raz pierwszy w życiu, osiem godzin, a potem stałam w bardzo długiej kolejce na odprawie, obleśny urzędnik zadawał mi tysiące pytań, nogi mi się uginały i okrutnie spociły ręce, gdy chciał wiedzieć, ile mam przy sobie pieniędzy, gdy pytał, kim jest dla mnie Jenny, ile zarabia, czy będę nielegalnie szukać pracy?

Drewniany dom pomalowany na jasno fioletowy kolor. Strome, wysokie schody, nie mam siły utrzymać walizki. Magdalena podtrzymuje mnie, nie pozwala zdejmować butów, tu się tak nie robi, zaprowadza do salonu, w którym panuje bałagan, bardzo dużo mebli, ciepłe barwy, których się spodziewałam po tym, co widziałam w mieszkaniu Jenny w Polsce, tam było żółto (słoneczny pocałunek) i czerwono (skóra z Ikei), teraz jednak nie myślę, że jest bardzo bogata, najgorsza jest bowiem kuchnia, w której wygląda, jak w bardzo biednym domu na wsi, miedziane miski, drewniane łyżki, po chwili dowiaduję się, że to wszystko stylizowane, mogę przypatrzeć się Magdalenie i posłuchać, jak nerwowo dopytuje się Jenny przez telefon, kiedy ta przyjedzie, już pewnie nie chce być ze mną dłużej sama, nie jestem przecież jej gościem, a kiedy przyjeżdża Jenny i najpierw tuli i całuje Magdalenę, wiem, że nie jestem tu mile widziana, że powinnam zachować się honorowo i odwołać lot, bo przecież kiedy Jenny mnie zapraszała, nie znała jeszcze Magdaleny, dopiero co wyrzuciła Ewę z domu i kazała mi wymieniać zamki, dopiero co opowiedziała mi całe swe życie i byłyśmy razem w Trójmieście, wtedy tak bardzo chciała wynagrodzić mi wszystko, co uznała w mojej przeszłości za niesprawiedliwe i okrutne, dała pieniądze na wizę, chciała pożyczyć na lot, chciała przez znajomości pomóc założyć firmę, ustawić mnie, skoro tyle wycierpiałam; w końcu uściskała i mnie, kiedy Magdalena wstawiała wodę na herbatę, Jenny, dobra ciocia z Ameryki.

 



Czternasty lipca

Mam opiekować się Hannah, kiedy one wychodzą elegancko ubrane na jakąś imprezę, mała nienawidzi chwil wyjścia matki, drapie jej ręce, Jenny podnosi głos, zostajemy w domu same. Nigdy nie widziałam większego bałaganu. Pośrodku pokoju stoi drewniane łóżko, po prawej biureczko, po lewej toaletka. Na podłodze, pościeli, parapetach, hakach w ścianach – buty, zabawki, ubrania, kosmetyki, resztki jedzenia, boję się zajrzeć pod łóżko i nie mam pojęcia, jak zabrać się za uporządkowanie tego pokoju, Hannah na przemian wrzeszczy na mnie i płacze, że chce do mamy, jej ulubioną zabawą jest kurs fonetyki, jest najsurowszą nauczycielką, jaką znam, leopard, pantera, Hannah to jej ulubione, a ja mam problemy, dodaję głoskę lub odejmuję, już sama nie wiem, a ona wciąż: nie tak się mówi, nie tak się mówi nie tak się mówi i ryk, ryk, najchętniej by mnie uderzyła, obrażam się, a to powiedz Małgorzata po polsku, proszę bardzo, skoro taka mądra jesteś, nie Maggie, nie Margaret, nie Go-sia, tylko Małgorzata, Małgorzata, Małgorzata, to przecież takie proste, mówię tak, a ona zaczyna płakać, nienawidzę jej bajek, które muszę czytać, o małpce, która z Afryki dobrowolnie podążyła za jakimś amerykańskim turystą w żółtej czapce i zapragnęła mieszkać w zoo w Nowym Jorku, co za beznadziejna bajka dla okrutnych kilkuletnich kolonizatorów, powiedz Mał-go-rza-ta poprawnie zatem, wstrętny koczkodanie z wielkim brzuchem, który pochłania hamburgery i pizze w oka mgnieniu, a skórkę od chleba wypluwa, wcześniej zlizawszy masło orzechowe, zrzygaj się tymi lodami, których tyle tego wieczora pochłonęłaś, już teraz traktujesz mnie jak trzeciorzędną służącą, epsilona do podawania jedzenia z lodówki, co będzie za dziesięć lat, czym będą dla ciebie kobiety z tego małego państewka na mapie, pewnie będziesz pałać do nich nienawiścią.

Wczoraj Hannah pytała Jenny, kogo woli, Magdalenę czy mnie, a ona była skonsternowana, choć udawała, że się śmieje, że lubi nas tak samo, że przecież zna mnie on dawna i w ogóle, tylko dlaczego ja śpię na jakimś cholernie zimnym poddaszu,

z wiecznie zakrytym kocem oknem, żeby sąsiedzi nie wiedzieli, że strych jest remontowany, bo remonty, nawet wykonywane samodzielne, trzeba legalizować, a tu ze strychu ma być mieszkanie, do którego ma się w końcu wyprowadzić Jenny i mała, żeby pierwsze piętro wynająć, parter już dawno wynajęty, ale remont stanął w miejscu, więc kiedy u siebie zamiatam, wzbija się w powietrze pył z farby, wszystkie ubrania przechowuję w walizce, oświetlam pokój słabą żarówką, nie mam w co się ubrać,

bo zaczął padać deszcz i tak cholernie chcę do domu. A Magdalena śpi w łóżku mamy,

z mamą, raz kiedy Hannah przyszła były rozebrane, Jenny powiedziała, że jest bardzo gorąco, więc Hannah też się rozebrała i położyła między nie, więc Jenny się ubrała,

a Hannah znów nie wiedziała, dlaczego, a Magdalena potem powiedziała, że nie chce, żeby Hannah z nimi spała, że ma swój pokój i swoje łóżko, więc co ma teraz zrobić Jenny, poszła spać do salonu, Hannah to jej ukochane dziecko, a nie chce urazić Magdaleny, tylko dlaczego ona nie rozumie, że.

CDN.


rysunek: Andrzej Bobrowski

 


 

 

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.