20 września 2017, środa

Trochę Gombrowicza

Redakcja

Trochę Gombrowicza 6

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Witold Gombrowicz, DZIENNIK 1957-1961, fragment 6


 

 

1958

V

 

 

Piątek

 

 

Seniora Mercedes H. de A. specjalnie przybyła z Buenos

Aires aby zobaczyć kubek Atilia (Atilio nie wraca do Buenos

Aires, jedzie do Chile) — ta dama jest chuda, hermetyczna,

bezgłośna, i wzięła kubek do ręki, przyjrzała mu się, potem

odstawiła i — Ach! — szepnęła. — Nie darowałabym sobie

nigdy gdybym pozwoliła wyjechać panu z Argentyny nie

zobaczywszy tego kubka! Doszeptała po krótkiej pauzie: —

Chcę też wiedzieć co myśli pan o Pettorutim, o jego ostamim

kolorze? Atilio skrzywił się: — Wolałem go sprzed pięciu

lat. — Zgadzamy się! — wykrzyknęła prawie niedosłyszalnie,

ucieszona. Wsiadła do samochodu. Odjechała.

 

 

To dziewczę, blondynka, Polka, młoda malarka, którą przed

paru laty poznałem, gdy pojawiła się tu via Paryż z kraju —

przypomniała mi się kiedy patrzyłem na potężny samochód

uwożący panią Mercedes. Ta nie miała samochodu. Spędziła

w Argentynie parę miesięcy. Biegając z wystawy na wystawę.

Od malarza do malarza. Pracowita. No, ta nie chciała zmarnować

ni chwili. Skoncentrowana. Dysząca pragnieniem wzbogacenia

swego malarskiego stanu posiadania. Jak wyżeł węsząca

za ,,wartościami". Nie mówiąca o niczym innym. Kopiująca,

notująca, wsadzona bez reszty w problemy

plastyczne i wciąż, bez wytchnienia, kształcąca się, szczerze,

skromnie, pracowicie. Nic bardziej denerwującego niż jej

pracowitość, łakoma i pobożna, trusiowata.

 

 

Co prawda Mercedes... Co lepsze: czy ta uznojona, proletariacka

łapczywość, zażarta w ,,samokształceniu", czy plutokratyczno-

arystokratyczny gest bogaczki, która przejechawszy

400 kilometrów aby obejrzeć kubek zaledwie jedno niedbale

poświęciła mu spojrzenie — ale po cóż miała oglądać, wystarczyło

chyba że ona, Mercedes, do niego przyjechała z wizytą!

Jakże męczące w sztukach plastycznych to, że one, takie materialne,

są zarazem kościołem i salonem, sztuką i biżuterią...

 

 

Znalazłem w hotelu dziennik p. Jerzego Rohde, sekretarza

ambasady argentyńskiej w Paryżu oraz literata, zatytułowa-

ny Pięć lat Paryża. ,,Cuantas expresiones del arte, hijas del

supremo buen gusto!” (Ileż dzieł sztuki, zrodzonych z najznakomitszego

gustu!) Ten błogi wykrzyknik zawitał na jego

wniebowzięte usta na widok gobelinów, brązów z Clodion,

sreber Roettiera, obrazów Fragonarda i innych cudów uszlachconego

Żyda francuskiego, monsieur de Comondo, w jego

paryskiej rezydencji, będącej kopią Petit Trianon. Pan Rohde

admiruje dzieła sztuki, tudzież dukesy, ale dukesy bardziej.

,,Loli Lariviere — zachwycająca — zabrała mnie ze sobą do

salonu księżnej de La Rochefoucauld..." (Loli Lariviere

la encantandora me lleva al salon de la duquesa de La Rochefoucauld...).

Przestudiowałem już z 50 stronic i zaczynam poważnie

się zastanawiać, czy pociąg nasz do starego Fragonarda

i do starej de La Rochefoucauld nie wypływa z tego samego

źródła — byłoby nim upajające słówko ,,arystokracja".

 

 

 

Fragment pochodzi z:
Witold Gombrowicz, DZIENNIK 1957-1961, Wydawnictwo Literackie
Ilustracja: Andrzej Bobrowski

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.