17 sierpnia 2019, sobota

Trochę Gombrowicza

Redakcja

Trochę Gombrowicza 9

 

 

Witold Gombrowicz, DZIENNIK 1957-1961, fragment 9


 

 

1959

XIII

 

 

 

Czwartek

 

 

Jadłem śniadanie w porcie. Nastąpiło spiętrzenie scen,

wyrażających jedną i tę samą idę. Przy sąsiednim stoliku

dyskutowali robotnicy o polityce, jeden się mądrzył, gadał,

rajcował, inni też się mądrzyli rajcowato — a jednocześnie w głę-

bi, za kontuarem, zrezygnowany właściciel usiłował wyperswadować

coś kelnerowi, który, starszy już człowiek a chytrus,

a bęcwał, a gębacz, ciskał się na niego podniecając się i upijając

własnymi bzdurami, ogłuszając siebie samego bełkotem —

a dalej tragarze dowcipkowali rechocząc na temat pewnej

części ciała... Jakąż idę to wyrażało? Okropną! Jedną chyba

z najbardziej odbierających nadzieję...

 

 

Nam, inteligencji, przyświeca myśl zbawcza, ze dół nie jest

szalony... My, tak, my skazani jesteśmy na wszystkie choroby,

manie, szały, ale w dole jest jednak zdrowie... i podstawa na

której wspiera się ludzkość jest jednak w porządku... A tymczasem?

Lud jest bardziej chory, bardziej szalony niż my!

Chłopi są szaleńcami. Robotnicy to patologia! Słyszycie, co

mówią — to są dialogi ciemne i maniackie, tępe nie zdrową

tępotą analfabety, ale bełkotem wariata, wołające o szpital,

o lekarza... Czy mogą być zdrowe te nie kończące się nigdy

przekleństwa i sprośności — i nic poza tym — ta pijacka,

obłędna, mechanika ich współżycia? Szekspir miał rację przedstawiając

ludzi prostych jako ludzi ,,egzotycznych" tj. właściwie

niepodobnych do człowieka.

 

 

Fragment pochodzi z:
Witold Gombrowicz, DZIENNIK 1957-1961, Wydawnictwo Literackie
Ilustracja: Andrzej Bobrowski

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.