27 czerwca 2019, czwartek

Czytelnia człowieka dla ludzi

Ludwik Cichy

Utracona

 





Stał w maleńkiej poczekalni, która służyła za cały dworzec.



Ostatni raz był w tym miejscu przed dwudziestu laty: ona miała czapkę z czerwonej wełny, okulary, piegi, oczy, które nie widziały jego niezgrabnej niepewności; rozmawiali, żeby za słowami ukryć pragnienie dotyku. Za oknem przelatywały pociągi jakiejś relacji, z jakimiś ludźmi; pragnął ją objąć, przytuliła się do niego. Świat schował się w jakimś kąciku, albo się rozpłynął; pierwszy raz zobaczył ją bez okularów. Miała ciepłe puszyste usta; wcale nie była zawstydzona. Pierwszy raz poczuł, że istnieje i że wszystko jest do zdobycia; właściwie już do nich należy. Wtedy nie było jeszcze bezdomnych koczujących nachalnie; przyjemne ciepło poczekalni trzymało ich z dala od śnieżycy szalejącej długo w noc. Megafon już dawno przestał zapowiadać; zwiedziona sztuczną wiosną mucha powtarzała w nieskończoność kręgi wokół jedynej czynnej żarówki; zaczynały się ferie i oboje wiedzieli, że będą spotykali się przez najbliższe dni; nic więcej nie było ważne. Ważne rzeczy dopadły ich później.

 

Rozejrzał się po dziwnie maleńkiej teraz, zatłoczonej poczekalni. Stał tu ten sam kaflowy piec, ten sam jadłospis z powyłupywanymi literami zapraszał na zupę p.mid….ą. Zapalił Spike’a light – lekarz zabronił mu palenia rok temu.

- Proszę zgasić papierosa, tu są dzieci! – karcący głos matki dwojga brzdąców przywrócił go rzeczywistości. Pośpiesznie ścisnął końcówkę Spike’a parząc sobie palce. Z kłopotliwej sytuacji wybawił go megafon: uwaga pasażerowie ekspresu relacji Warszawa – Monachium, usterka torów została naprawiona, proszę zajmować miejsca w przedziałach, odjazd za pięć minut, życzymy przyjemnej podróży, uwaga pasażerowie ekspresu.... .

 

Przepuścił przodem matkę, a potem jeszcze wszystkich podróżnych. Postawił nogę na stopniu wagonu i zawahał się. Co ona teraz robi, może mógłby... Ostre szarpnięcie lokomotywy uwolniło go od podejmowania decyzji. Po chwili pędził już z prędkością pędzącego ekspresu, unoszącego go do problemów i wyzwań, którym sprosta ze stosowną odpowiedzialnością.

 

 



rysunek: Andrzej Bobrowski
   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.