13 listopada 2019, środa

Dariusz Łukaszewski

W moim mieście jest 42 wariatów - cz.5



Rysunek: Anna Cięciel-łukaszewska






Jutro też jest dzień, a przynajmniej zawsze był, jak mawiała babcia Cicha Marysia z domu Pakowska, córka zawiadowcy stacji, co się zegarki godzinę ustawiało według pociągów, a nie podług smartfona. Jeszcze wczoraj była przeszłość, a teraz?... Ale nie martwcie się, jutro też będzie przeszłość, tylko że po jutrze. O ile będzie jeszcze jakieś jutro. A co ma nie być, skoro zawsze było.

 

Wczoraj nie zrobisz już nic, jutro też nie jeszcze, takie to są dwa dni w tygodniu. Teraz jest teraz, lepsze jak wczoraj i jutro, bo bez niego by ani tego ani tamtego nie było. A obecnie na dzisiaj puszka się pojawiła na chodniku placu rynku miasta małego, nie otwarta wcale, całą zawartością kusząca. I na chwilę obecną jakby leży w środku miasteczka placu w biały dzień, puszka konserwa może rybna z filetu a może nie wcale, bo z dorsza rekina całego w kawałkach? Puszka nieotwarta w całości nienaruszona, więc jej tu menel nie rzucił hołota, pańskich chałup mieszkaniec obywatel wyborca. Skąd więc i zatem nówka sztuka całkiem cała dobra w środku miasta porzucona bezpańsko puszka? Ukryta kamera może?, z kieszeni skoczkowi spadochronowemu wypadła? - możliwości po stronie ubóstwa wolą się trzymać, nie za wiele ich, oj mało bardzo życie rozwiązań tej zagadki podpowiada, bo czy ktoś widział, żeby inny ktoś dobrą puszkę nową na ulicy samą zostawiał bez opieki porzucał?, każdy taką trzyma, ściska i strzeże mocno jak pinu loginu do totolotka kuponu za może milion, albo lepiej trzy. Ale już się konsylium wyborców obywateli zbiera, by nad puszką zagadką radzić, problem rozwiązać, co tu się w teraźniejszości bieżącej miasta małego zawiązał z powodów nieznanych sprawców działania, przez tvn wciąż nie wytropionych przez opieszałość czy zwykłe wybiórcze działanie stacji tej opiniotwórczej na zamówienie – nie wiadomo jeszcze, nie ustalono. Ale już pochylają się głowy szacowne, a każda koncepcji własnych swoich pełna, indywidualnym życiorysem przejść naznaczona, już głos słychać przez ewolucję wymyślony do wyrażania myśli odczuć stanów emocji skarg doniesień pouczeń oskarżeń kłamstw pomówień domniemań.

 

- A skąd tu puszka taka całkiem? - rozważa, śledztwo zagaja głos1.

- To będzie konserwa więcej taka, nie puszka – głos 2.

 

- Z filetu – głos 1.

- Z fileta się mówi, nie z filetu – głos 3.

 

- Pierwsze słyszę – głos 1.

- To nie będzie ani z fileta ani z filetu, to będzie z całego dorsza w kawałkach wygląda - głos 4.

 

- Dorsz nie, dorsza nie puszkują, za drogi. Z rekina prędzej; rekina skurwesyna się powinno puszkować, co ludzi zjada, nie dorsza! - głos 7.

- A czemu by to nie miała być z kałamarniczek puszka? Kałamarniczki modne teraz medialnie – głos 14.

 

- Konserwa, nie puszka. Tyle to już ustalili żeśmy jakby, więc nie cofajmy zatem się – głos 2.

- Konserwa, nie konserwa, ale co to w ogóle może być tutaj w ogóle? - głos 14.

 

- A ja takie coś akurat zgubiłem jakby, jak akurat do banku szłem za pront internet płacić – głos 17.

- Nie mówi się szłem, szedłem się mówi jak już – głos 3.

 

- Chyba lepiej wiem czy szłem czy szedłem, bo akurat szłem, w dodatku osobiście – głos 17.

- Jak pan zgubiłeś faktycznie, to powiedz co tam w środku jest. No?... – głos 1.

 

- Akurat tak dokładnie nie czytałem na etykiecie napisów, bo okularów żem nie wziąłem. O! Tak się tu nie będziemy sprawdzać podejrzewać – głos 17.

- Ale do banku żeśmy okularów nie zapomnieliśmy, co?! - głos 1.

 

- Do banku akuratnie oklulary zbendne. Obsługa dzień dobry, czy możemy służyć i kafkę prosimy jeszcze zaraz pić póki parząca. Jakby była w banku toby wiedziała, ale z czym do ludu... Puszka jest moja! - głos 17.

- Nie kłam lepiej!, już ustaliliśmy że to nie żadna puszka nawet, tylko ale konserwa – głos 3.

 

- A może by sprawdzić odciski palców, to byśmy od razu wiedzieli kto jest właścicielem sprawcą? - wtrąca Zdziś, co właśnie przechodził i zwabiony widokiem tłumu gęstniejącego, przecisnął się przezeń, zainteresował, głos zabrał. I obracają się głowy konsyliarzy tłumnie już zgromadzonych i patrzą na Zdzisia jak na wariata, co powoduje, że oddala się Zdziś prędziutko w stronę domu pomyka, w perspektywie ulicy za horyzontu linią znika. Obejrzeć to zdarzenie w internecie chyba kulturalniej mu będzie, w internecie tym co wszystko mają co chcesz i co nie, a jak tam nie ma coś, to nic takiego w temacie nie istnieje w ogóle, to się przekona Zdziś czy był gdzieś wychodził coś widział, czy zdawało ledwo mu się jak przeważnie.

cdn


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.