23 września 2019, poniedziałek

Dariusz Łukaszewski

W moim mieście jest 42 wariatów - cz. 1


Rysunek: Anna Cięciel-Łukaszewska





W moim mieście jest 42 wariatów.


Ale nigdy nie spotyka się ich razem; nikt ich jeszcze razem nie widział, ani wspólne takie foto nie istnieje, ani wideo; nic ich nie łączy.

 

Wariat ma każdego innego wariata za wariata, a im bardziej za wariata go ma, tym sam mniej wariatem się czuje. Uważanie innego wariata za wariata, jego samego wynosi ponad, oczyszcza, wybiela, uszlachetnia, uaniela i umaja.


Kiedy zdarzy się jakimś cudem, że dwóch wariatów spotyka się mija na ulicy, parskają na swój widok śmiechem, pokazują palcami i rażą spojrzeniami pełnymi politowania, aż ktoś im tego spektaklu pojedynku na wyszydzanie, wynoszenie się ponad, syreną policyjną nie przerwie.


Gdy zarzucić wariatowi wariactwo, ten zrobi wszystko, by udowodnić, że jego ten zarzut nie dotyczy. Naprawdę zwariowane rzeczy są w takich sytuacjach gotowi zrobić wymyślić wariaci, by się z zarzutu oczyścić wywinąć.

- Jak ktoś mi mówi, że jestem głupi, a ja głupi nie jestem, a on mi mówi że jestem kim nie jestem, to on sam musi głupi, skoro nawet nie wie z kim rozmawia – mówi Zdziś wariat numer 3 Mieszkowi, 27 wariatowi.


Podszywając się pod normalność, wszyscy wariaci chodzą w niedzielę do kościołów, ale każdy do innego, albo na inną godzinę, żeby przypadkiem nie poprzebywać w swoim towarzystwie sosie, bo wiadomo – z kim kto przystaje, takim się staje. W mieście jest dużo kościołów różnych wyznań, więc łatwo im nie wchodzić sobie w drogę.


Wariaci nigdy nie piją samotnie, bo wiadomo – można wtedy zasnąć na ławce , przyjdą mrówki i zjedzą oczy. W towarzystwie też zresztą nie, bo wódka usypia czujność i można przegapić moment, gdy znienacka podstępnie i niepostrzeżenie dosiądzie się inny wariat, a się tego nie dostrzeże, bo wszyscy zachowują się już jak zwariowani.


Z domu wychodzi zawsze z mapą w smartfonie na wypadek gdyby ktoś o drogę zapytał. Nie wiedzieć jak do dworca dojść?... debil, głupek, wariat – na takie posądzenia się narazić? A tak – do dworca?... proszę bardzo: tak a tak, do Zakopanego?... w prawo i prosto, do Londynu?... zaraz zaraz, jedną chwileczkę... o!, za kościołem w lewo.


Czyta książki tylko sprawdzone przez poprawne Nike inne Fryderyki normalne Paszporty, ekscytuje się przebojami podpięczętowanymi przez Wielkich Puszczalskich Muzykę w Trójce programie.


Wariata poznajemy po tym, że go nie widać.

Tak jak bakterię, co jest - wiadomo, ale nie widzi jej nikt, i po tym ją wyłapiemy najpewniej.

cdn


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.