21 listopada 2019, czwartek

Teatr rozmowy

Gabriela Ułanowska

Wanda Wiłkomirska



Bałam się tego, że pewnego dnia będę szła ulicą i na afiszu nie zobaczę mojego nazwiska. Ale jednocześnie prześladowała mnie myśl, żeby nie zagrać jednego koncertu za dużo.




Wanda Wiłkomirska, światowej sławy skrzypaczka przed jubileuszowym koncetrem z okazji jej 80. urodzin

portret artystki - Mariusz Kałdowski

Wanda Wiłkomirska: - Starzy ludzie i małe dzieci dodają sobie lat, to takie naturalne. Ja nie miałam czasu , żeby boleśnie odczuwać upływ lat. Nie zauważyłam trzydziestki, czterdziestki. Miałam mnóstwo pracy, podróżowałam, ciągle ćwiczyłam i uczyłam się nowych pozycji. Bardzo źle zniosłam pięćdziesiątkę, bo rozpadło się moje małżeństwo, nic nie było już takie proste. Zdałam sobie sprawę z tego, że przekroczyłam pewną granicę i nie mogę używać już słowa "młoda". Ale mam świadomość, że udało mi się harmonijnie przechodzić przez kolejne dziesięciolecia. Wracając do jubileuszu. Antoni Wit - dyrektor Filharmonii Narodowej zapytał, jakie mam życzenia. Powiedziałam, że nie chcę , żeby grano Szymanowskiego. Granie go to było dla mnie olśnienie, coś niezwykle intymnego. Napisano kiedyś w recenzji, że gram tak, jakbym kontaktowała się z kompozytorem. A Nigel Kenedy, który przyleciał do Sydney z moją płytą Karłowicza powiedział: "Muszę się tego nauczyć, ale Szymanowskiego - nie, bo tego nikt po Tobie grać nie powinien". To oczywista bzdura. Narodził się już ktoś, albo narodzi kto zagra to inaczej, lepiej. Rozstałam się z estradą świadomie. Nie chciałam grać w II lidze. I dlatego nie życzyłam sobie, żeby wykonywano Szymanowskiego. To tak jak z małżeństwem, które się rozpadło. Rozstałam się z mężem, czy to on rozstał się ze mną. Nieważne, ale nie chcę, by przyszedł na moje przyjęcie ze swoją nową żoną. Poprosiłam więc o to, żeby młodzi zagrali dla mnie muzykę kameralną. I wtedy przypomniałam sobie ten Potrójny Koncert Beethovena. Antoś się ucieszył, bo dawno go nie grano. A ja poprosiłam o wykonawcę – Anię Staśkiewicz – to moja faworytka w Polsce od dziecka. Torunianka zresztą. To wielka indywidualność, jest niesłychanie zrównoważona i spokojna. Mam do niej absolutną słabość, bo w grze mnie przypomina. Ale osobowościowo zdecydowanie się różnimy: ja jestem ekstrawertyczna, a ona to typowy introwertyk.

Zagra więc dla mnie Ania. Chciałabym, żeby wystąpiło wielu kolegów , ale wtedy koncert byłby za długi, a publiczność pewnie by tego nie wytrzymała.

Gabriela Ułanowska: - Była już Pani "w łonie matki przeznaczona do skrzypiec". Jako cudowne dziecko pochodzące z muzykującej rodziny musiała Pani grać.

– Jakie cudowne dziecko ?!

Zaczęła Pani grać mając 5 lat, a występować w 7 roku życia.

– Dzisiaj młode Koreanki, które uczę, zaczynają grać, kiedy mają 3 lata. Dostają małe skrzypeczki, chodzą do Szkoły Suzuki i grają. Australijczycy wrzucają maleńkie dzieci do wody i te muszą pływać. Bociany wypychają młode z gniazda i one lecą. Mnie nikt nie pytał o zdanie - musiałam grać. Ojciec przeznaczył nas na muzyków. Moje pierwsze wspomnienie związane z muzykowaniem jest oczywiście mgliste. Jeden pokój, syczący piecyk gazowy, pianino, ja w koszu na bieliznę. To znam z opowieści mamy, ale pamiętam obraz kogoś grającego nad moją głową. To ojciec ćwiczył na swoich "niemych skrzypcach". Kolejne wspomnienie to moje ręce na klawiszach, zadarte wysoko nad głową. Musiałam być jeszcze bardzo malutka, bo wspinałam się na palce.

Całe Pani życie jest muzyką. Ale czy bez koncertowania nie pojawiło się uczucie "wygnania z raju"?

– Bałam się tego, że pewnego dnia będę szła ulicą i na afiszu nie zobaczę mojego nazwiska. Ale jednocześnie prześladowała mnie myśl, żeby nie zagrać jednego koncertu za dużo.

Jak w tej smutnej historii o znanej artystce, która nie powinna była już wystąpić z koncertem w Atmie?

– Tak. Niektórzy nie potrafią odejść. Ja nie chciałam spaść z wysokiej półki. I cieszę się kiedy słyszę pytanie: "Pani profesor dlaczego Pani nie gra?"

Może właśnie dlatego, żeby mnie o to zapytano. Nie czuję się "wygnana z raju", bo potrafię cieszyć się i zachwycać muzyką do łez. Niedawno dostałam od studentki komplet płyt mojego bożyszcza, wcale nie skrzypka – Vladimira Horowitza. Miałam to szczęście, że mogłam słyszeć go dwa razy na żywo. To było nie do wiary. Człowiek siedzi, a on zaczyna grać. To, co u innych jest już forte u niego to dopiero początek. I nagle... wali się na mnie tsunami . Jeszcze wtedy nie znałam tego słowa, ale to było to. I on w niewiarygodny sposób zachował to na płytach. Przepadam też za klasycznym jazzem. W Kąśnej zbierała się zawsze śmietanka kolegów. I razem graliśmy. Kiedyś przyjechał Michał Urbaniak i Leszek Możdżer. Siedziałam i słuchałam jak pięknie grali. Ale później oni słuchali naszych koncertów. To wszystko jest muzyka. Ona jest jedna , tak jak medycyna. Ale przecież leczy nas ginekolog, internista, chirurg....

Gdyby Pani nie została najwybitniejszą polską skrzypaczką, to kim chciałaby Pani zostać?

- Wolałam grać na fortepianie. Potem marzyłam o balecie. Ojciec nie miał nic przeciwko temu, mogłam chodzić na lekcje tańca. Ale tak naprawdę chciałam zostać aktorką. To mnie prześladowało bardzo długo. Pamiętam kiedy przestałam żałować, że nie wybrałam sceny. Zbliżałam się do czterdziestki. Miałam wtedy bardzo dobry okres. Grając kiedyś koncert Brahmsa, poczułam, że gram go lepiej niż dawniej. I wtedy mój brat – Józef powiedział: "zobacz ,jakie to szczęście, że nie jesteś aktorką, bo w tym wieku rola Julii nie byłaby już dla ciebie, zostałaby ci matka Hamleta. Jako skrzypaczka możesz być lepsza niż wtedy, gdy miałaś 18 lat".

Kim bym była? Gdybym nie była solistką, bynajmniej nie zostałabym nauczycielem. Ale w pewnym momencie odkryłam wielką namiętność do uczenia i to mi zastępuje granie. Kiedyś mówiłam, że nigdy nie będę nauczycielem. A teraz?… - ostatni akord w Australii, samolot i jestem tutaj. To mój trzeci pobyt na warsztatach w Polsce w tym roku. Pracuję w Ciechocinku z dwunastoosobową grupą uczniów, którzy na zakończenie kursu wystąpią z koncertem w Dworku Prezydenckim. Będzie wtedy można usłyszeć jak grają. Ja natomiast cieszę się, że nie żyję już w niewoli ćwiczenia. Zwiedziłam cały świat, ale zawsze patrzyłam na zegarek, bo musiałam iść ćwiczyć. Dziś nie mam uczucia, że muszę. To jest komfort spokojnego życia. Nie ma już tremy. Kiedy byłam młoda, jej nie miałam. Potem się pojawiła. To wynikało z perfekcjonizmu i próżności. Teraz też jestem próżna: chcę, żeby moi uczniowie grali świetnie. Ale kiedy zaczynają się bać, mówię im: "nie musisz zrobić tego genialnie, ale graj pięknie. Tyle od ciebie wymagam".

Gdybym nie przestała koncertować, zostałabym i tak przez artretyzm do tego zmuszona. Przestałam sama, bo chciałam. Teraz też dużo ćwiczę , bo pokazuję uczniom. I cieszę się tym. Cieszę się światem.

To akceptacja tego, co jest. Ale radość życia to także miłość do ludzi.

– Ja kocham ludzi. Już w dzieciństwie układałam sobie takie wierszyki: "Wszystko umiem, wszystko mogę, mam na wszystko zawsze czas. Każdy dzień uśmiechem witam, więc mnie kocha każdy z was". Ludzie oddają nam to, co my im daliśmy. Pamiętam kiedy występowałam z Filharmonią Narodową w Paryżu i po koncercie przyszedł do mnie wielki Henryk Szeryng. Zaproponował mi udział w kursie, który prowadził w Nicei. Zostałam , chociaż nie mogłam zapłacić za udział. Potem zarobiłam jakieś pieniądze i chciałam zapłacić. Wtedy usłyszałam: "oddasz młodszemu pokoleniu". I oddaję. Miałam szczęście w życiu, że robiłam i robię to, co lubię.

Słucham Pani opowieści i pytanie o spisanie tych historii samo ciśnie się na usta.

– Raczej powinnam nagrywać swoje opowieści. Jakoś je uporządkować, bo jak to wspomnienia, są pokawałkowane. Przez te trzy czwarte wieku wszystko się przemieszało. Tyle zdarzeń – prawda miesza się z legendą.

Może pomogłyby w tym słynne zeszyty przechowywane w domu w Sydney? To przecież swoisty koncertowy pamiętnik wielkiej skrzypaczki.

– To były zwykle szkolne zeszyty. Rysowałam w nich rubryki: data, miasto, program, partner, sukienka. Zaczęłam od debiutu w Nowym Jorku.

W 1961r., Carnegie Hall. To ten koncert, na który przyszedł Artur Rubinstein i rozpoczęła się Pani kariera za oceanem.

– Tak. Te sukienki zapisywałam z powodu szczególnej sytuacji, kiedy w Sydney jedna ze słuchaczek po koncercie powiedziała, że trzy lata temu też grałam w zielonej. To nie była ta sama sukienka, ale ona zapamiętała tylko kolor.

Potem wpisywałam również bisy. Po zgryźliwej uwadze krytyka, który po koncercie w Szwajcarii napisał, że grałam po raz drugi ten sam koncert, równie pięknie jak za pierwszym razem i po raz drugi bisowałam tym samym "Kaprysem". Przestałam zapełniać zeszyty, kiedy zaczęłam mniej koncertować.

Właściwie na imię ma Pani Jolanta, dopiero na drugie Wanda, na trzecie Alfreda – po ojcu. A co z nazwiskami ? Są przecież dwa : Wiłkomirska i Rakowska.

- Jeśli chodzi o imiona, to udało mi się zgubić tę Alfredę, ale niestety odnalazła się w moim niemieckim paszporcie. Nazwisko Rakowska zatrzymałam, bo moi synowie je nosili. Nazwisko Wiłkomirska otworzyło mi drogę do kariery i pozostało moim nazwiskiem estradowym. Wracając do mojego męża... Był pierwszym człowiekiem, któremu się spodobałam, choć nie wiedział, że byłam już znaną skrzypaczką. To nasze spotkanie to już legenda. Może kiedyś o nim opowiem..... Mąż zawsze traktował mój zawód i moją pracę bardzo poważnie. Nie było nam łatwo: mały pokoik, moje ćwiczenie... Oboje nie mieliśmy głowy do interesów. Zaraziłam się od niego wiarą w ideę godnego i dobrego życia dla każdego. Do dziś nie mogę pogodzić się z tym, że jedni mają wszystko, inni nic. Dlatego, jak mogę, to pomagam. Finansowo wspieram dziecko w Kenii i na Filipinach. Teraz przekazałam pieniądze "Lekarzom bez granic". Wolę dać każdemu, żeby nie pominąć tego, który naprawdę potrzebuje.

Czego jeszcze Pani nie powiedziałam? Co chcę robić. Dojrzewam do odpoczynku. Jestem chwilami bardzo zmęczona, pewne rzeczy robię wolniej niż dawniej. Ale muszę wykonywać je sama. Codziennie robię gimnastykę. Jeszcze potrafię pocałować się w kolano... O, Boże , która jest godzina? Zapomniałam , że na mnie czekają. Mam kolejną lekcję......



Gabriela Ułanowska

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.