24 stycznia 2020, piątek

Teatr rozmowy

Dariusz Łukaszewski

Wiktor Jerofiejew - rozmowa odbyła się w 2007 roku

Z Wiktorem Jerofiejewem rozmawiamy na Międzynarodowym Festiwalu Opowiadania we Wrocławiu. Pisarz odczytał tam swoją nowelę „Papuga”, w której demaskuje koszmarny absurd tworzący schizofreniczną rzeczywistość ZSRR. Perwersyjna, sadystyczna ironia wyłazi z tej opowieści napisanej w formie listu agenta radzieckiej bezpieki do ojca jednego z uwięzionych, nastoletniego chłopca. Dziecko zostało skatowane na śmierć, żeby wymusić obciążające je zeznania. Powód zajścia jest niewiarygodnie błahy: ...”synek wasz mianowicie chciał wskrzesić papugę po to, żeby wskazać wyższość zamorskiego ptaka nad naszymi wróblami i podkopać naszą słuszną dumę, i tym samym przedstawić nas światu w świetle głupim a niewłaściwym".


 

Dariusz Łukaszewski: – O jakiej Rosji właściwie Pan pisze, o Rosji Putina czy o Związku Radzieckim?
Wiktor Jerofiejew: – Muszę od razu powiedzieć, że jestem pisarzem. To znaczy, że najważniejsza dla mnie nie jest Rosja, tylko najważniejsze dla mnie jest słowo. A Rosja to jest taka dekoracja, którą znam lepiej niż inne dekoracje. Jeżeli mówimy o „Papudze”, to od razu widać, że to nie jest odwzorowanie jakiejś konkretnej rzeczywistości, a jedynie obrazek, ikona takiej Rosji, która trwa od dawna. Człowiek, który występuje w opowiadaniu, mówi w czterech językach: w języku Rosji dopietrowskiej, w języku Rosji XVIII-wiecznej, później Rosji XIX wieku i posługuje się też językiem Rosji XX wieku. Taka kumulacja języków w jednej osobie jest niemożliwa i nierzeczywista, a więc opisana sytuacja nie może być odbierana jako obraz rzeczywisty i logiczny. Ale literatura nie jest tylko konsekwencją logiki, literatura to jest moc słowa przede wszystkim, i to jest dla mnie ważniejsze w tej „Papudze”, a czy to Rosja, czy nie Rosja, czy jeszcze coś innego…? Rosja, to jest taki znajomy dla mnie temat i język, który dobrze znam.
– Ja rozumiem, że Pan nie napisał rzeczy dokumentalnej, to jest dla mnie całkowicie jasne; to jest opowiadanie, to jest zupełnie inna forma. Natomiast ludzie mojego pokolenia, niemłodzi już, ale niestarzy jeszcze, pamiętają czasy, kiedy Rosja nazywała się Związek Radziecki, i to, co Pan pisze, jest bardzo rosyjskie, poprzez rekwizyty, których Pan używa, tę dekorację, w której to się dzieje. Nierzeczywistą, ale rosyjską jednak, niezależnie od literackiej deformacji.
– To jest właśnie, jak powiedziałem – dekoracja.
– Przedwczoraj rozmawiałem z Olegiem Żukowskim, aktorem związanym z Teatrem Derevo i zapytałem go tak dla jaj, żeby jakoś zacząć rozmowę: Oleg, czy to prawda, że w Rosji już nie chodzą po ulicach białe niedźwiedzie? A on ku mojemu zdumieniu mówi do mnie: „Chodiat”. I potem rozwinął tę myśl, że tam się nie za wiele zmieniło w tej Rosji. Ja nie wiem, czy Pan jest dobrym adresatem pytania o rosyjskie niedźwiedzie, bo zdaje się, Pan nie mieszka już w Rosji…
– Jak nie mieszkam?! Skąd pan o tym wie?
– Przeczytałem. Że Pan w Paryżu mieszka.
– No, w Paryżu też troszkę mieszkam…
– To gdzie Pan jeszcze mieszka?
– Pół roku to na pewno mieszkam w Moskwie, a pozostałe pół roku to różnie, podróżuję dużo.
– Skoro Pan mieszka w Rosji, to czy ten polski żart o niedźwiedziach spacerujących po rosyjskich ulicach wytrzymuje jeszcze próbę czasu, jest w tym coś na rzeczy?
– To wcale nie jest polski żart, bo na całym świecie funkcjonuje, i w Ameryce też.
– A, to przepraszam, że zawłaszczyłem prawa autorskie dla mojego kraju.
– No niestety, to nie jest polskie autorstwo. Ale co to jest – białe niedźwiedzie? To jest taka metafora, że Rosja jest inna od wszystkich krajów, a Rosjanie inni od wszystkich ludzi, więc jeżeli tak jest, to ja uważam, że nie jest tak źle, że jesteśmy tacy wyjątkowi. Ale mówiąc poważnie – Rosja się zmieniła, to oczywiście jest zupełnie inny kraj. To jest kraj, gdzie nie ma żadnego totalitaryzmu, bo nie ma utopii, nie ma ideologii. W każdym razie idziemy w stronę cywilizacji. W czasach totalitaryzmu miliony ludzi zginęły, a teraz mamy bogaty i dość modny kraj.
– Rozmawiamy w okresie wyborów w Polsce, i A’propos – pojawił się u nas jeszcze jeden dowcip o Rosji, o tej putinowskiej, o której Pan mówi. Jakoś tak to idzie: Rosjanin spotyka Polaka i dziwi się „ Co tu u was za porządek jest, w tej Polsce? Za chwilę wybory i wy jeszcze nie wiecie, kto wygra? U nas to jest nie do pomyślenia, taki bałagan, żebyśmy nie wiedzieli, kto wygra wybory”.
– Hm… To nie żart; to jest realizm. Wybory to też jest dekoracja, taka rosyjska dekoracja. Ale w każdym razie, jeżeli mamy mówić o dzisiejszej Rosji, o tym, co może Rosjanin robić, to właśnie ja jestem przykładem, bo nawet Pan nie wie, czy jestem Paryżu czy w Moskwie. Dwadzieścia lat temu to by było nie do pomyślenia. Jestem przykładem wolnej Rosji.
– No tak, z tym polemizować nie sposób…
– A telefon kupiłem w Nowym Jorku, po prostu pojechałem do Nowego Jorku i kupiłem sobie telefon, którego mi pani Magda (asystentka pisarza na Wrocławskim Festiwalu Opowiadania – red.) zazdrości.
– Możemy już zostawić politykę i przejść do literatury?
– Zróbmy to.
– Pan zna trochę polskich współczesnych pisarzy?
– Tylko trochę.
– Eustachy Rylski – czy takie nazwisko coś Panu mówi?
– A jak się nazywa?
– No, Eustachy Rylski.
– Niestety, nie za wiele mi to mówi, bo wie pan, to jest moja ósma podróż w tym miesiącu, i wszędzie mnie pytają na konferencjach prasowych, czy znam ich współczesną literaturę: holenderską, włoską, fińską, i tak dalej, a ja nie mam czasu; ja po prostu nie mam czasu tego wszystkiego czytać.
- A co Pan zna ze współczesnej literatury światowej, na przykład co Pan teraz czyta?
– Teraz czytam Tołstoja. Lew Tołstoj, taki był pisarz dobry. Naprawdę, ja teraz nie żartuję. Mam taki okres, kiedy czytam Tołstoja. A dlaczego czytać literaturę, która nie jest dobra? Dla mnie definicja: współczesna literatura – nie istnieje. Jest dobra literatura, i jest niedobra. I ja nie widzę żadnej logiki w tym, żeby czytać jakichś młodych pisarzy, którzy nie są dobrzy. Kiedy oni piszą dobre rzeczy, to ja ich oczywiście czytam. I nie ma dla mnie znaczenia czy pisarz jest Rosjaninem, Włochem, czy Polakiem… A właśnie, spotkałem niedawno takiego młodego chłopaka, który pisze taką prozę homoseksualną, nazywa się Michał… no, jakoś tak…
– Michał Witkowski.
– Tak, Witkowski. Kiedy powiedział mi, że napisał powieść o homoseksualiście, który mówi o sobie jak kobieta, to znaczy: ja przyszłam, ja powiedziałam, ja zrobiłam, to ja powiedziałem mu, że to jest dla mnie ciekawy, bardzo interesujący pomysł. Ale nie wiem, czy on pisze dobrze czy kiepsko, bo nie czytałem niczego, co napisał.
– W „Morelach i Grejpfrutach”, które Panu dałem, jest kawałek jego prozy, więc będzie Pan mógł wyrobić sobie zdanie o Witkowskim.
– Dobrze, to ja przeczytam.
– A co z nowościami? Właśnie Eustachy Rylski powiedział, że w literaturze wszystkie nowości już były.
– To chyba nie Rylski powiedział, bo już dawni Grecy to mówili.
– Niech będzie, że powtórzył za starożytnymi, ale Pan się z nim zgadza? Co Pan o tym myśli?
– Hm… Czy jest różnica pomiędzy kobietą i mężczyzną?
– Jest.
– A ja uważam, że nie. Ona jest człowiekiem, ja jestem człowiekiem.
– Ja uważam, że jest człowiek, który spędza życie jako mężczyzna, i jest człowiek, który żyje jako kobieta. Ja choćbym się bardzo starał, to nie stanę się kobietą, nie będę w stanie powiedzieć: poszłam, rozmawiałam…
– To jest kwestia temperamentu tylko, dla mnie to nie jest różnica uprawniająca do oceny ludzi. Tak samo jest z nowościami – z faktu, że coś jest nowe lub stare nie wynika jeszcze, że jest złe czy dobre.
– Gdzie postawiłby Pan swoje książki: tam, gdzie klasyka, czy wśród nowości?
– To nie jest moja sprawa, gdzie wstawić moje książki.
– Ale ja Pana pytam.
– Po co ja mam ustawiać swoje książki? Przecież ja nie pracuję w księgarni, żeby książki na półkach ustawiać.
– A myśli Pan podczas pisania o tym człowieku, który potem będzie śledził od lewej do prawej i z góry na dół rzędy czarnych liter, które Pan układa w zdania swoich opowieści? Myśli Pan o czytelnikach?
– Nie, nigdy.
– A po co Pan pisze? Dlaczego?
– A dlaczego pan je, potem pije piwo, a później idzie do toalety? Bo pan ma taką potrzebę. To samo ja. Mam jeszcze jedną funkcję fizjologiczną, taką dodatkową potrzebę – piszę.
– Dzisiaj przyjechał Pan do Wrocławia czytać fragment swojej powieści „Papuga”, czy raczej opowiadanie, bo to jest całość, skończona i zamknięta…
– Ale to chyba pan zrozumiał, że to jest całość? Co tam dalej czytać? Tam jest początek i koniec, już nic więcej tam się nie musi dziać.
– Ja to zrozumiałem, ale wolałem się upewnić. Przed paroma dniami rozmawiałem z Andrzejem Okińczycem, znakomitym malarzem, i zapytałem go, skąd wie, kiedy skończyć obraz, skąd wie, że może już odstawić pędzle i pójść na ryby, na piwo albo puścić latawca z dziećmi, bo obraz jest już skończony. I on mi powiedział, że właściwie żaden dobry obraz nie jest skończony, nie może być skończony do „końca”, bo musi zachować świeżość.
– Moje opowiadanie „Papuga” ma swój początek i koniec. I to jest skończona całość.
– Dużo Pan pisze?
– Dużo pan pije? To zależy. Kiedy chcę, to piję, kiedy chcę, to piszę.
– Kiedy następna książka?
– Ale gdzie? W Polsce, czy…?
– To jest proste pytanie, zasługujące na prostą odpowiedź: kiedy napisze Pan nową książkę?
– W Rosji ukaże się niebawem moja nowa książka. Zaraz mnie pan zapyta, o czym to jest, o tytuł… Myślę jak to przetłumaczyć na polski… „Mistrz świata w seksie” – tak to na razie zostawmy, to tłumaczenie tytułu.
– Z jakim polskim wydawnictwem jest pan związany?
– Od początku z Czytelnikiem.
– Czy to jest dochodowy zawód, pisanie książek?
– Ja już powiedziałem, to nie jest zawód, to jest fizjologia.
– No, jest pewna różnica – za fizjologię Panu nie płacą, jak Pan idzie zrobić siku, to jeszcze Pan musi zapłacić, a za pisanie płacą…
– Komu płacą, a komu nie płacą; jest wielu ludzi, którzy piszą, a im nie płacą. Franz Kafka na przykład, jemu nie płacili.
– Ale spadkobiercy Kafki nieźle sobie dzisiaj żyją, więc za pisanie Kafki komuś jednak zapłacili.
– A to jest inna sprawa. Jemu nie płacili.
– Wie Pan co?
– Tak?
– Może byśmy już mogli uznać, że skończyły mi się te oficjalne pytania i wyłączę dyktafon?
– Dobra, dziękuję bardzo.
– I ja dziękuję.

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.