25 czerwca 2019, wtorek

Czytelnia człowieka dla ludzi

Gostyńska 36

Wiosna (opowiadanie)



Na łące stały łagodne, rozmarzone krowy, a pomiędzy nimi wałęsały się gęsi. Gęsi przyleciały z dalekich, egzotycznych krajów, krowy były tutejsze. Poruszyła się ziemia i najbliższa krowa potrząsnęła nerwowo łbem, inne nie zwróciły na to uwagi. To nie było trzęsienie ziemi, po prostu kret usypywał kolejny kopiec, zaczynając od spodu. Gęsi miały w sobie gotowe do zniesienia jajka, niektóre dwa, inne pięć, a jedna siedem. Dokądkolwiek szły gęsi, tam razem z nimi podążały te jajka. Wieczorem wszystkie przeniosą się na trzęsawiska wokół jeziora, ale teraz są jeszcze na łące. Trawa nie jest wysoka, bo dopiero ruszyła na wiosnę. Gęsi bardzo lubią taką młodą, soczystą trawę, krowy jedzą ją także, bo innej jeszcze nie ma. Rzeką, którą lato zamieni w wysychającą strugę, płynęły węgorze. Nad zagajnikiem wikliny przy wodnym zakolu, górowała stara olcha z gniazdem misternie tkanym przez remiza. Lis, który przywarował do ziemi w cieniu zagajnika obserwował gęsi. Przepuścił już parę dobrych okazji, a nawet teraz, mimo że gęś zbliżyła się na długość skoku, nie zaatakował. Powstrzymywała go ostra woń człowieka przynoszona przez wiatr z krzaków czeremchy, gęsto porastającej drogę po przeciwnej stronie stada krów. Lis niepotrzebnie się powstrzymywał, bo człowiek w krzakach był teraz niegroźny, a nawet w ogóle go tam nie było; pozostał po nim but - gumofilcowy kalosz, dobrze przepocony, bijący ciężkoprzystojną, męską wonią pegeeru. Ale tego lis nie mógł wiedzieć, ani tego, że człowiek ten powróci do stanu trzeźwości bez jednego buta, w dodatku prawego.


Rysunek: Andrzej Bobrowski



   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.