6 grudnia 2019, piątek

Czytelnia człowieka dla ludzi

Ludwik Cichy

Zemerytowani samuraje


Stary człowiek był aż tak stary, że nie zostało mu już nic. Niczego nie posiadał, bo czuł się za bardzo zużyty by być właścicielem czegokolwiek, by być zdolnym do posiadania czegoś na własność, wyłącznie dla siebie.


Nie przywiązywał już wagi do rzeczy, ani do ludzi, zwierząt, a nawet kolorów; żył z przyzwyczajenia i braku wyobraźni, że może być inaczej niż jest. Codziennie wychodził o ósmej czterdzieści pięć na spacer, z laską, w kapeluszu i długim zimowym płaszczu, chroniącym go od deszczu, mrozu lub upału. Nigdy nie rozstawał się z grubymi okularami. Te rzeczy (okulary, kapelusz i płaszcz) niczym zbroja, oddzielały go od świata i broniły wszystkim światowym niespodziankom dostępu do niego. Dawno, dawno temu, jego życie wyglądało zupełnie inaczej, tak, jak życia innych młodych ludzi, ale to było tak dawno, że już tego nie pamiętał. Nie pamiętał kim był, czym się zajmował, co robił i do jakich wyrzeczeń był gotów (do jakich nieuczciwości mógł się posunąć) by uczynić los swoich dzieci lepszym od losu innych dzieci. To już przestało być ważne, więc stało się niepraktyczne i niepotrzebne na tyle, że o tym zapomniał. A i świat, ciągle i od nowa goniący za nowymi ważnościami zapomniał o nim. Spacerował sobie po nim jak po zoo i obserwował rzeczywistość, pozostając dla niej kompletnie nieistotnym, a więc niezauważalnym, w zasadzie niewidocznym. Nawet dzieci w parku przeklinały przy nim swobodnie i nie gasiły papierosów na jego widok ani nie przerywały bójek, taki był nieważny, a przez to niedostrzegalny. Mógłby włamać się do luksusowego samochodu na ulicy i odjechać nim bezkarnie, bo nikt by na to nie zwrócił uwagi; co najwyżej pomyślano by, że jakiś film tu kręcą o duchach, albo że jest to jedna z tych „ukrytych kamer”. Rozmawiał czasem, ale wyłącznie z sobą, bo rozmowy z obcymi zdążyły go znudzić; po prostu, zawsze, zanim padło jakieś pytanie, on już znał na nie odpowiedź, a nowych pytań jakoś nie wymyślano. Odpowiedzi zresztą też nie, więc zadawanie pytań wydało mu się pewnego dnia równie nudne jak ich słuchanie. Dzisiaj, jak jutro, i jak wczoraj wyszedł o ósmej czterdzieści pięć. Pięć po dziewiątej zobaczył w parku tańczące drzewo. Nie zdziwiło go to wcale. Wyjął z kieszeni aspirynę, połknął dwie tabletki przeciwko wysokiej gorączce oraz omamom i ruszył dalej. Kiedy wracał za piętnaście jedenasta, drzewo wciąż tańczyło. Postanowił zaparzyć herbaty z cytryną i porządnie się wypocić. Ze śmietnika, tuż przed jego willą, chronioną przed wzrokiem obcych trzema rzędami starego żywopłotu wyglądającego na las, dosłyszał czyjś słaby głos: - Pomóż mi….
Zaparzył herbaty i porządnie się wypocił, biorąc przed tym jeszcze jedną aspirynę. Na drugi dzień drzewo wciąż tańczyło, a ze śmietnika ten sam słaby głos wzywał pomocy. Usiłował zakląć, ale już dawno wyszedł z wprawy, więc jedynym najnikczemniejszym słowem jakie zdołał sobie przypomnieć był pępek. - O jasny pępek rżnięty kopaniutki! – zaklął. – Czuję, że znowu coś trzeba, muszę się pilnować! – nasunął rondo kapelusza na oczy i wrócił do swojego miejsca na ziemi za trzema rzędami żywopłotu wyglądającego na zdziczały las. Ale jego ulubione zajęcie – nicnierobienie - nie szło mu tego dnia tak dobrze, jak zawsze. Taniec drzewa i głos ze śmietnika posiały zamęt w niemyśleniu. W końcu zdał sobie sprawę, że z nicnierobienia, niemyślenia i niebycia nici, że musi wymazać przyczynę, by powrócić do ulubionego stanu sprzed jej zaistnienia. Chcąc nie chcąc, wyszedł (po raz pierwszy od niepamiętnych czasów) po raz drugi tego samego dnia ze swojej twierdzy nieobecności, by wymazać przyczynę.
- Ej, ty! – przemówił do śmietnika.
- Pomożesz mi? – dosłyszał głos nie przegapiający okazji, podszyty nadzieją.
- A gdzie ty jesteś?
- Tutaj.
- A gdzie to jest, dokładnie?
- No, tutaj!
-Boże, nic się nie zmieniło, świat wciąż pełen jest kretynów – pomyślał. – Nie ruszaj się stamtąd, idę do ciebie – powiedział i zwalczając obrzydzenie zagłębił się w śmietnikowej ohydzie. Zobaczył misia, którego korpus przywalono przerdzewiałymi resztkami bojlera do ciepłej wody.

- To ty? – odgarnął kartoflane obierki z twarzy pluszaka.
- To ja! – powiedział przywalony.
- Czego wrzeszczysz? Myślisz, że gdzie indziej będzie ci lepiej?
- Pomóż mi, proszę cię.
- Ale czego ty chcesz? Mam cię stąd zabrać i wziąć ze sobą? Tego chcesz? Tu przynajmniej możesz na coś czekać. Lepiej cię zostawię i sobie czekaj na kogoś innego. I czuj się nieszczęśliwy, żebyś potem mógł się poczuć najbardziej szczęśliwy – stary człowiek obrócił się dając do zrozumienia, że rozmowa dobiegła końca.
- Pomóż mi, proszę cię – usłyszał głos pełen nadziei i to osadziło go jednak na miejscu.
- Naprawdę myślisz, że jak cię stąd zabiorę, to ci pomogę?
- Pomóż mi, zabierz mnie stąd, proszę cię.
Stary, obojętny na jęki bólu, wyszarpnął pluszaka spod bojlera i podreptał z nim do domu. Tam rzucił go bezceremonialnie na fotel i przeszedł do drugiego pokoju.
- Ale zajmij się mną, pobaw trochę – dosłyszał pluszowy głos.
- Głupi pępek – powiedział i zatrzasnął drzwi.
Wciąż jednak nie mógł nicnierobić i nicniemyśleć. Zrozumiał, że wcale nie usunął przyczyny, jedynie zamienił ją na inną.
- O pępek jaśnisty! – zaklął biorąc misa pod pachę i po raz trzeci tego dnia wyszedł z zapomnianej willi.
- Dokąd mnie zabierasz?!
- Pomagam ci.
- Chyba sobie?!
- Ale tobie też.
- A skąd wiesz, że ja tego chcę?
- A skąd ty możesz wiedzieć, że tego nie chcesz? Za młody i za głupi jesteś, żeby wiedzieć cokolwiek, najwyżej coś ci się może wydawać, więc to ja muszę podjąć odpowiedzialną decyzję, choć to strata czasu, bo żadne decyzje niczego nie zmieniają, i świat i tak będzie istniał niezależnie czy się coś postanowi, czy nic.
- Ale tu chodzi przecież o mnie!
- Nie byłbym tego taki pewien.
- Mi naprawdę chodzi o mnie!
- Nowość, naprawdę. Zamknij się lepiej, bo cię odstawię tam skąd wziąłem. Pępek jaśnisty! Nie sądziłem, że będę jeszcze kiedykolwiek musiał rozmawiać z kimkolwiek, a co dopiero z zabawką!
- Wybacz, że tak się musiałeś zniżyć – pełen szczerej pokory głos pluszaka wytrącił starego człowieka ze stanu względnej równowagi, jaką zaczął już odzyskiwać realizując kroki logicznego planu wymyślonego przez rozumny mózg. Poczuł się znienacka zobowiązany do kontynuowania rozmowy, o której marzył, by mieć ją już za sobą.
- No dobrze, a jak tam u ciebie z nadwagą? Jesteś bardziej jaroszem, czy raczej łakomczuchem?
- Nie musisz się tak starać. Wystarczy, że jesteś ze mną.
- Nie bądź taki cwany, co!? – stary człowiek zreflektował się, że ta wymiana zdań zaczyna go wciągać, i że jest bardziej pociągająca od niczego (od nicnierobienia, niemówienia, nieinteresowania się). I tak pogwarzając dotarli do drzewa tańczącego w parku.
- A takie coś widziałeś? – zapytał stary człowiek wskazując na gibające się drzewo.
- Niiii…
- A zostawić cię tu?
- Jo…
- No, to do widzenia i przyjemności! – stary kopnął w tyłek misia, aż ten poszybował w górę, czopując się wśród gałęzi.
- O ty pierniku stary, ale ty jesteś nieczuły – misiu podrapał obolały zad.
Stary człowiek poczuł, że się uśmiecha, i zdał sobie sprawę, że to jest jednak światowe wydarzenie, to, że się uśmiecha.
Obok przetoczyła się grupa wycieczkowych japończyków, trzaskająca przesłonami aparatów wszędzie, z wyjątkiem kadru w jakim tkwili banalny w swej niedołężności, uśmiechnięty dobrotliwie starzec, rozkołysane drzewo i wyblakły, mocno zużyty pluszak. Świat tych trojga nie interesował japońskich turystów poszukujących wyłącznie dziwności, tych najświeższych i oryginalnych. Najlepiej takich, co to ich jeszcze nie ma w Internecie, żeby zapracować na miano odkrywcy, pierwszego i jedynego. A ta trójka już tam się właśnie znalazła, w sieci, więc przestała być ważna, a ściślej – właśnie została unieważniona, więc po co się nią jeszcze zajmować dalej? Tyko skąd ci zemerytowani samuraje mogli o tym już wiedzieć?

rys. Anna Cięciel-Łukaszewska/yEZIOR©

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

wysoka kultura (0)~majka, 2009-01-17 13:34:18
ładne...
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.