28 maja 2018, poniedziałek

Czytelnia człowieka dla ludzi

Fragment

Zły nałóg, zły

Może o czwartej, może o piątej rano, gdzieś na rozdrożu, zły człowiek zatrzymał się, zadarł głowę i spojrzał w mroczne niebo. Wszystkie anioły spały. Niektóre już – te od pijaków nocnych i dziwek, niektóre jeszcze – te od ludzi uznawanych za przyzwoitych. Jego osobisty anioł spał od wielu dni. Albo udawał, że śpi – tak było mu łatwiej, bo jak tylko otwierał oczy to od razu miał roboty od cholery i nie wiedział w co najpierw ręce włożyć. To nie był leniwy anioł, ale też bez przesady z taką robotą, jaką ten tutaj, mu nastręczał co chwila. Zresztą zanosiło się na deszcz z burzą, a wiadomo jaka jest kolejka do przesuszalni piór, jak pada.


 

Burza już dawno minęła, ale wciąż padało nieprzerwanie od dwóch godzin. Śmieci zapchały kraty kanalizacyjne i woda utworzyła kałuże na ulicy w kiepskiej dzielnicy. Zły stał oparty w bramie odrapanej kamienicy i obserwował małą dziewczynkę. Dziecko stało w deszczu i płakało, a właściwie ryczało, wstrząsane dreszczami. Zły dociągnął do końca papierosa i sięgnął po następnego, ale paczka była pusta. Postał jeszcze chwilę, zastanawiając się co dalej. Dziewczynka wciąż ryczała. Spojrzał w niebo, ale nie wyglądało na to, że deszczowi się szybko znudzi. Podszedł do dziecka.

- Ej, ty! Nie bój się.

Dziewczynka zaryczała z nową siłą.

- Ej, nie rycz! Lepiej powiedz co jest? Czego ryczysz?!

- Ko-ko-kotek… – z trudem wyjąkało wstrząsane płaczem dziecko, i pokazało ręką na podwozie starego garbusa.

Zły zajrzał pod garbusa, opierając dłoń na jakimś mazistym paskudztwie.

- Nie ma kotka – wytarł ręce w kwiaty magnolii.

- Ko… Kotek!!! – zaryczało dziecko, tryskając nowymi fontannami łez, szybko wchłanianymi przez strugi deszczu.

Zły zajrzał pod garbusa jeszcze raz.

- Kici, kici… - nic. – Kici, kici, kici …– coś się poruszyło pod wahaczem. – Kici, kotek, kici, chodź, kotek, kici, kici…

- Nie chce wyjść, chyba mu tam dobrze.

- Koootek! – dziewczynka zaniosła się płaczem i zaczęła tupać.

- Kici, kiciulek, kici, kici… - Zły na kolanach, prawie wczołgał się od auto. – Kici, kiciulek, kici, kici… Chodź tu skurwesynu! Ale już!

Kot zbliżył się do wyciągniętej dłoni i dał się pogłaskać po mokrym łbie, ale zaraz się wycofał.

- O, ty, kurwa jego mać! – Zły wyprostował się, rozejrzał i nie widząc nikogo nowego na scenie złapał za przód garbusa, podrzucił go tak, że przód auta opadł na środek jezdni. Kot czmychnął na chodnik, ale Zły w porę zdołał przydepnąć mu koniec ogona, a potem złapał za kark i przycisnął do jezdni.

- O, kotek…- powiedziało czule dziecko i ocierając jedną dłonią łzy, drugą zaczęło głaskać wielkie, brzydkie, nakrapiane kocisko. – Jesteś, kotek…

Zły zwolnił uścisk i nakrapiany buras powędrował na ręce dziewczynki. Teraz można było z powrotem przestawić auto. Gdy Zły przerzucał garbusa na dawne miejsce, włączył się niemiłosiernie wyjący alarm. W sekundzie, z bramy wypadło dwóch pijanych, agresywnie nastawionych do rzeczywistości.

- Ty menelu jeden, co żeś zrobił mojemu dziecku?! – jeden okazał się tatusiem. – Zaraz ci ryja skopie pedofilu niedocwelony! Ty!…

Zły trzasnął go nie za mocno, ze względu na dziecko, a drugiego bezwzględnie i mocniej.

Potem wybił szybę w garbusie, bo dojrzał w środku paczkę mocnych. Zabrał papierosy i ruszył swoją drogą. Na narożniku obejrzał się za siebie; tatusiowie jeszcze leżeli, dziewczynka wciąż mokła na deszczu, ale już nie płakała. Kota nie zauważył.

(…)

 

Grafika - Tomasz Bohajedyn

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.