27 listopada 2020, piątek

Podróże teatralne

Błażej Baraniak

podróży teatralnej cd.

w Lesznie, dzisiaj jest 2 października 2007 r.
Dotarłem wreszcie do Szczecina. Niestety jeszcze nie mogłem oglądać „Dnia Świra” Piotra Ratajczaka na Małej Scenie Teatru Współczesnego. Ale za to „Wesele” Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Anny Augustynowicz wbiło mnie w fotel na cztery godziny.
Widziałem wcześniej parę „Wesel , jednak to przedstawienie może się równać tylko z precyzją szwajcarskiego zegarka lub melodią ciszy – jak powidział pewien młodzieniec w wieku licealnym na foyer podczas przerwy po dwóch godzinach spektaklu. Nie wiem jeszcze, jak to zrobić,ale pewien jestem, że import „Wesela” dla leszczyńskiej młodzieży jest dla mnie oczywiste.
Żadnej Cepelii w tym dziele A. Augustynowicz, cały tekst Wyspiańskiego podany z rozumem i prawdziwie – chyba wręcz prawdą każdego aktora biorącego udział w przedstawieniu. Najlepszą recenzją spektaklu niech będzie reakcja młodzieży obecnej na widowni w Szczecinie. Nikt nie wyszedł, nikt nie zasnął, i kilkaset osób widowni siedziało jak zaczarowane, jak w chocholim tańcu, jak dziecko we mgle, albo łódka na oceanie w ciszy przed burzą. Huragan braw wstrząsnął gmachem szczecińskiego Współczesnego, i to tak, że ptactwo zerwało się do lotu. Całkiem dosłownie, to nie teatralna metafora.
*
Donikąd nie musiałem jechać, żeby przeżyć „Wilgoć” prof. Leszka Mądzika w leszczyńskim Miejskim Ośrodku Kultury. Czpki z głów przed BWA i Prezydentem Miasta Leszna. „Wilgoć” to genialne przedstawienie z 1977 roku i – jak mi powiedział jego twórca – wznowienie spektaklu było tym bardziej fascynujące, że aktorów grających to teraz, naonczas pewnie jeszcze nie było na świecie. Liczymy na współpracę z Leszkiem Mądzikiem jako fotografikiem (i nie tylko), a może i nawet z Janem A. P. Kaczmarkiem, twórcą muzyki do „Wilgoci” i wielu innych przedstawień sceny plastycznej KUL, znanym także – współtwórcą poznańskiego Teatru Ósmego Dnia.
*
"Mamma Medea" w reżyserii i opracowaniu muzycznym Moniki Dobrowolańskiej w Malarni Teatru Polskiego w Poznaniu to rzecz w sam raz dla naszej leszczyńskiej widowni. Poznaliśmy już "Dogrywkę" Dobrowolańskiej, i teraz najwyższa pora na dyskurs o podstawowym archetypie naszej kultury.
Kto tam dzisiaj ma zdrowie czytać mitologię? Na szczęście są tacy artyści, dla których alfabet cywilizacji śródziemnomorskiej to nietylko ich warsztat pracy, ale i coś w rodzaju wyzwania: nie można mówić o problemach współczesności, jeśli nie ma się choćby bladego pojęcia o tym, skąd przychodzimy i co po drodze nam się przydarzyło. Mit Medei jest stary jak pierwsze bajdy przekazywane z pokolenia na pokolenie u Achajów na później greckich wyspach, albo i jeszcze wcześniej.
M. Dobrowolańska wraz z zespołem poznańskich realizatorów prapremiery przełożyła mit o Medei na język współczesnego wyobrażenia o władzy, o więzach rodzinnych, a przede wszystkim o tym, jaka jest różnica pomiędzy światami kobiet a mężczyzn. Sławomir Dolata akompaniujący na gitarze w pierwszym akcie tragedii wprowadza w trans flamenco sugerując, że Argonauci poczas wyprawy po złote runo to przede wszystkim bezwzględni najeźdźcy, dla których świat natury to obcy kulturowo i niezrozumiały abstrakt.
Trgedia antyczna z gangsterami całkiem współczesnej proweniencji jako bohaterami dzisiejszej mitologii á la popołudniowy, brazylijski serial, to dobry sposób na zrozumienie świata, w którym się żyje i nas samych, dla których może lepiej by było najpierw pęknąć ze śmiechu a dopiero później – a już po opadnięciu kurtyny – zastanowić się czy to w ogóle miało sens.
Błażej Baraniak, w Lesznie
we wtorek 23 pażdziernika 2007 roku.
   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.