19 sierpnia 2022, piątek
Mery Merynos komentarzy: 0

Pomiędzy przed i po



Nudno jest strasznie, gdy jest strasznie i nudno.


Spada jabłko z drzewa na drogę i doznaje potwornych obrażeń.
Ostatkiem sił stacza się z jezdni do przydrożnego rowu, gdzie dogorywuje wprawdzie w męczarniach, ale poza zasięgiem wzroku ludzkich drapieżników uzbrojonych w apetyt aż po zęby.


Nudno jest strasznie, gdy jest strasznie i nudno.

Starając się nie następować na kreski i krzyżyki chodnika, jeden pijak wraca właśnie z wódki, a drugi akurat idzie się dopiero upić. Spotykają się przy śmietniku na osiedlu.

- O! Romek cześć, nie miałbyś czasem oddać moje 40 groszy?
- Już dawno ci chciałem, ale coś cię nie było...

Taką, ciekawie zapowiadającą się rozmowę przerywa rumor w śmietniku.
Trzy czarne wrony przeszukują kosze w poszukiwaniu skarbów, a tu podkrada się do nich bure kocisko. W gruncie rzeczy nie lubi wroniny kocisko; mysinę ponad wszystko przedkłada, zwłaszcza schab mysi i móżdżek. Po co się zatem zakrada? O! Odfruwają już wrony spłoszone głosami się do śmietnika zbliżającymi. Co powodowało kotem, że mu się zachciało nieulubione wrony podchodzić, nie dowiemy się, bo powody zostały przez odfrunięcie zniknięte.


Nudno jest strasznie, gdy jest strasznie i nudno.

W przydrożnym rowie, w alei jabłoni wiodącej do stolicy powiatu rozpala się już prawdziwa wojna o ranne jabłko. Pierwszy odkrywa je szczep wyjątkowo agresywnych drożdżaków, a zaraz potem zwiadowcy grzybów pleśniowych, ostatnie dołączają bakterie gnilne. I teraz te milionowe oddziały mikrobów ścierają się ze sobą w morderczych zapasach o krwawiący słodkawym sokiem wielki skarb.


Nudno jest strasznie, gdy jest strasznie i nudno.

Zasypia pijak umordowany rutyną codziennego staczania się, gdy drugi pijak zasiada dopiero w kompani rozpoczynającej taniec. Jeden jest już po wszystkim, a drugi ma wszystko przed sobą, a jutro będzie odwrotnie, a pojutrze jeszcze odwrotniej, aż się pomyli, bo przecież jeden i drugi są zawsze po i zawsze przed. Tymczasem w rowie, obok śmietnika przy drodze, maleje i gaśnie jabłko pożerane żywcem; zaczyna być po, coraz bardziej, nieodwracalnie.


Rysunek: Andrzej Bobrowski

Dorota Masłowska komentarzy: 0

Między nami dobrze jest

Cy Twombly komentarzy: 0

Kiss

Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Husaria

HUSARIA
Pańskie Chałupy - 2017/18
, strona 48/49


Jedni wierzą w sanatoria, inni wolą w rutinoskorbin; trudno nie wierzyć w nic. W każdym razie, nie tak znowu rzadko ludzie na osiedlu uskarżają się na ból ciała. Jednych boli ten łeb, a drugich ta łeb; jedni i drudzy uskarżają się równie chętnie, przeważnie nie pytani. A pan Wechta ma najwięcej do powiedzenia, bo jego nie tylko łeb pobolewa, ale i rzepka w kolanie; wiadomo, rzepka największą trzeszczką w organizmie ludzkim, więc ma co boleć.


Człowiek powinien być zadowolony z siebie i szczęśliwy przez całe życie, jak chce Stworzyciel, inaczej obraża niebo.

- A czy papieżom rosną brody?
- Nie, bo je golą.


- Jeszcze nie widziałem papieża, żeby się golił.

- A ja papieża z brodą.


Ludziom często mylą się rzeczy, które zrobili, z tymi, które chcieliby zrobić, ale niezależnie od tego, co chcieliby w życiu robić, i tak zawsze coś robią.


Jeden kulturalny pan próbuje zrobić coś znaczącego. Przez cały czas nie robi nic innego, jak tylko próbuje coś zrobić. Chętnie zaprotestowałby przeciwko czemuś, albo zamanifestował za czymś na ulicy razem z innymi, ale zwykle jedynie ziewa. Jak wszyscy, głównie zajmuje się spędzaniem czasu.


Inny pan otworzył w powiecie szkołę ekstremalnego wypoczynku. Z początku miała nawet wzięcie. Kursanci wstawali coraz później, kładli się spać coraz wcześniej, spali coraz dłużej, wypoczynek rozciągnęli tak ekstremalnie, że nie mieli czasu na cokolwiek, a już na pracę zupełnie go nie starczało. Gdy skończyły im się pieniądze na opłacanie szkoły, przestali płacić czesne i szkoła musiała upaść.


A Roman Grobelny pracował w wodociągach, pracuje w wodociągach i marzy o tym, żeby doczekać emerytury w wodociągach. Ot, życie Romana.


Ktoś rozdepnął ropuchę na pasach dla pieszych. Rozdepnął niechcący, lecz ona pękła, jakby to zrobił specjalnie.


- Mogła nie widzieć różnicy, panie Darku, ropuchy nie są za rozgarnięte.

- I kto to mówi!


A niedaleko stąd, w krzakach przy chodniku, po którym spieszą mieszkańcy w w ostatnich przedwieczornych sprawach, leży już Adziu Dziamski. Nie pełny życia, ale żywy wciąż. Nie martwmy się jednak, wkrótce wstanie, rozprostuje odzież i sobie pójdzie. Rano śladu po nim nie będzie. Szesnaście lat temu Adziu dostał gitarę na urodziny, zagraniczną, czerwoną. Z początku grał na niej od rana do wieczora, jednak gitarzystą znanym nie został, bo jednego wieczora zabrakło mu drobnych, więc zastawił gitarę w lombardzie za grosze, a nigdy już nie uzbierał na jej odebranie.


Córka Adzia Dziamskiego, Patrycja, umówiła się z kolegą na randkę, a on jej zaproponował wyjazd do teatru.


- Znowu do tego teatru?... Już raz byłam, w szóstej klasie. A wy nie byliście ze szkołą w teatrze? - Patrycja jest trochę rozczarowana

opóźnieniem chłopaka, co dopiero z nią chce teatr odkrywać. Liczyła na wyższy poziom, naprawdę oczekiwała czegoś więcej.

 

Rysunek: Andrzej Bobrowski