8 lutego 2023, środa
komentarzy: 0

Grochów Andrzeja Stasiuka

 

 


Andrzej Stasiuk „Grochów"

Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2012



Książka ma twardą i laminowaną okładkę przyjemną w dotyku, i składa się z około 90-ciu stron na papierze Alto 80 g. Kosztuje 31 pięćdziesiąt. Ktoś powie: drogo! - Drogo?! - zdiwi się ktoś inny. - Przecież to wypada tylko 35 groszy (mniej niż jeden papieros)  za stronę, na której Stasiuk daje dużo gęstych zdań dojrzałego pisarza, takich jak te tutaj, z tytułowego Grochowa, spisane pod wpływem kremacji zwłok przyjaciela:


Str. 46 - 48

Kiedy wsuwali cię do pieca, wiedziałem już, że będę

chciał to wszystko opisać. Ponieważ nie mogłem zrobić

nic innego. Ten piec, to wnętrze, ten wózek przypominały

fabrykę naszych ojców. I potem naszą. To

wszystko działo się za szybą ale czułem zapach rozgrzanych

stalowych strużyn, zapach iskier tryskających
spod korundowych tarcz, zapach oleju, woń

tych wszystkich wydziałów, kuźni, hartowni, tłoczni.

Chociaż wszystko działo się za szybą. Gdy ruszyły

dmuchawy, które miały rozpalić płomień do tysiąca

stopni, zrobiło się jak w hucie. Nawet zielone kafle

na ścianach przypominały szatnię z tymi okropnymi

metalowymi szafkami, w których robocze ubrania zawsze

przechodziły oleistą wilgocią. Nie znosiłem tego

momentu, gdy tuż przed szóstą trzeba było się przebierać

w granatowy drelich. Był ciężki od fabrycznego

powietrza. Ciężki i zimny. Prawie jak z metalu.

Właściwie to nie ubierałem się w niego, tylko wsuwałem

z odrazą. Musiały minąć minuty, nim przeszedł
ciepłem ciała. Tłustawy dotyk wnętrza kieszeni. Opiłki

metalu. Teraz przypominam sobie, że materiał nie

był granatowy, ale szary. Szary jak to wszystko wokół,

z zielonkawymi korpusami radzieckich maszyn,

zasmolonym szkłem okien i podłogą z drewnianej

kostki, czarnej od smaru i brudu. Niezależnie od pory

dnia i roku te wszystkie hale, te wydziały wypełniał
zimowy świt. Nawet gdy było gorąco. Na przykład

w kuźni obok elektrycznych pieców. Albo w hartowni,

gdzie jasnopomarańczowy metal zanurzał się w olejowej

kąpieli. Tam też zalegało zimne, szare światło.

To było życie naszych ojców. A my mieliśmy je powtórzyć,

ponieważ czekało na nas już gotowe i nic innego

nie trzeba było robić. Z przystanku, rano, z tłumem

mężczyzn przez główną bramę wchodziłem do fabryki

jak do wnętrza własnego losu. Tak to można ująć,

chociaż wtedy ani ty, ani ja nie wiedzieliśmy, co to
los. Simple twist of fate... Ale dotyk drelichu był jak

dotyk wnętrza cudzej, zimnej skory. Mężczyźni na

Makowskiej przypominali naszych ojców, ale nigdy

nie przyszło nam do głowy, by zasiąść obok nich. Szliśmy

dalej, poza zasięg ich wzroku. Przez torowiska,

zagajniki, przez kolejne nasypy, by patrzeć na pociągi

odjeżdżające w głąb pejzażu, na Wschodni, na Centralny

albo do Władywostoku. Ponieważ od początku
było postanowione, że zdradzimy swoich ojców. Ponieważ

chcieliśmy odejść jak najdalej. Ponieważ nie

chcieliśmy wstawać przed świtem. Ponieważ wydawało

nam się, że tak wygląda wolność. Ponieważ byliśmy

zdrajcami.

Redakcja komentarzy: 0

Trochę Gombrowicza 14

Vishal Mudgal (fb) komentarzy: 0

Zaraz środek tygodnia - najwyższy czas rozwinąć skrzydła!

Peter Hapak komentarzy: 0

Tilda

Facebook komentarzy: 0

Tortura przesytem

Ewa Mackiewicz-Merda/fb komentarzy: 0

Poniedziałek. Dzień dobry!!!

Ran Ortner komentarzy: 0

Woda prawdziwa, naturalnie niechlorowana

Kevin Van Aelst komentarzy: 0

I coś skromnego, dla równowagi

Egmont Mayer komentarzy: 0

Red Rabbit

Susanne Ussing komentarzy: 0

Moja Droga

Piotrek Gęglawy komentarzy: 0

Be i cacy. Styczeń 2013





Ziemniak urodził dziecko.

Dziecko było małę.
Był to chłopczyk.

Cieszę się bardzo, że jesteś grzeczny - powiedział ziemniak do swojego dziecka.

Dziecko miało na imię Ziemniak
mały Ziemniak bardzo lubił cebulę
zjadł wszystko cebulę.
Pięć albo dziesięć.
Zjadł wszystko nie było cebuli.
- Skończyło się - płakał ziemniak. Płakały ziemniaki.
Było przykro.
Mały ziemniak powiedział:
- Tato pójdę na rynek kupić cebulę
- masz się ubrać ciepło i grubo uczesz się! Będę za tobą grubo smutno tęsknić.
- Tato cię kocham - powiedział ziemniak i poszedł.
Szedł sześć dni przez góry lasy przez cztery dni siedem osiem pięć dni.
Nie zmęczył się wcale.
I przyszedł na rynek.
Na rynku zobaczył cebulę.
Ładna cebula, gruba tak ładna, że aż gruba.
Tak mu się spodobała, że aż się zakochał.
l pocałował w buzię cebulę.
Cebula powiedziała: Kocham cię i chcą wyjść z tobą.
l poszli się w buzię całować w buzię.
l całowali się cały czas codziennie rano i wieczorem
buzia bardzo ich bolała.
- Daj pocałuję cię to nie będzie bolało - powiedział ziemniak.
Pan Jezus nie miał gdzie mieszkać jak był mały
i znalazł szopkę
a w tej szopce był Tygrys
- cześć Tygrys - powiedział Jezus
- dzień dobry - odpowiedział Tygrys
- zapraszam do łóżka bo mam za duże.
- możemy zagrać w szachy - powiedział Jezus
a Tygrys z szafy wyciągnął szachy bo w szafie były szachy
a Jezus wygrał w szachy.
- cieszę się że wygrałeś w szachy - powiedział Tygrys - i zapraszam na deser.
Jezus zjadł na deser deser a tygrys zjadł na deser kiełbasę.
- Zapraszam do łóżka - powiedział Tygrys.
Ucieszył się bardzo Jezus i zaczęli się bawić i tańczyć przez cały karnawał.

Obraz: Cy Twonlby

Klick!!!