20 stycznia 2021, środa
Sławomir Mrożek (1930 – 2013) komentarzy: 0

Rozmowy chłopów

wyjęte z „Indyka"
sztuki Sławomira Mrożka z 1960 roku

Foto od HEYKELTRAŞ Coşkun ÖZER  Klick!!!

 

Pierwsza rozmowa chłopów

CHŁOP I Łońskiego roku, przed samą wiliją, krowa coś

mówiła do Marcina.

CHŁOP II Opowiedzcie no, kumie.

CHŁOP I Ano, poszedł Marcin do obory, a krowa powiedziała

do niego wedle żłoba: ,,Nie jest dobrze, Marcinie".

CHŁOP III Co nie jest dobrze?

CHŁOP I Także samo i Marcin ją zapytał: ,,Co nie jest

dobrze, krowo?" A krowa na to: ,,A tak, w ogóle to nie

jest dobrze" — i tylko siano jadła. Marcin jeszcze trochę

poczekał, bo myślał, że może co więcej powie. Stoi,

a ona nie, tylko siano je. Postał godzinę, postał i dwie,

aż go nogi zabolały, i wyszedł.

CHŁOP II Krowy, to jeszcze nie. Barany, te jak coś powiedzą!

CHŁOP III Musi była wiedząca.

(pauza)

CHŁOP II Może by zasiać co...

CHŁOP I Jjiii tam...

CHŁOP III E, mówicie...

(Chłopi podnoszą, potem stawiają dzbany i milkną)



Druga rozmowa chłopów

CHŁOP I Zaś u Macieja zaskroniec wpadł do barszczu.

CHŁOP II I co?
CHŁOP I Ano nic. Maciej odłożył łyżkę i powiada: ,,Nie będę jadł".

CHŁOP III I nie jadł?

CHŁOP I Ano nie.

CHŁOP II Dobrze powiedział

(chwila milczenia)

CHŁOP III Może by zaorać co...

CHŁOP I A co?

CHŁOP III Ano, czy ja wiem... Choćby i pole...

CHŁOP I liii...

CHŁOP III Albo co...

CHŁOP II Eeeee...

(podnoszą dzbany)




Trzecia rozmowa chłopów

CHŁOP I Zasię jeden był silny okrutnie.

CHŁOP II Opowiedzcie no, kumie.

CHŁOP I Ano, zadziwił ci się on raz, aż się za głowę złapał...

CHŁOP III To i co, że się złapał za głowę? Nie dziwota.

CHŁOP I Poczekajcie krzynę. Złapał ci się on, a jako że

silny był okrutnie, głowa mu w rękach została.

CHŁOP II Musi w szyi był słaby.

CHŁOP I W szyi był słaby, ale za to w rękach silny.

CHŁOP III Silnym też nie jest dobrze.

CHłOP II Może by coś skosić?

(pauza)

CHŁOP I A co, na ten przykład?

CHŁOP II Ano, co z brzega. Może być i trawa.

CHŁOP III Eeee...

CHŁOP II Albo co insze...

CHŁOP I Aaaale...

CHŁOP II Ja ino tak...

(podnosą dzbany)




Czwarta rozmowa chłopów

CHŁOP III Idę ci ja raz, patrzę, a tu siedzi baba na

cmentarzu.

CHŁOP I E, nie mówilibyście.

CHŁOP III Kiedy prawdę mówię. Ale to jeszcze nic.

CHŁOP II A co ta baba?

CHŁOP III Ano, trzyma nogi w kałamarzu.

CHŁOP I lii... I co?

CHŁOP III Ano, zwyczajnie. Przyszedł duch.

CHŁOP II Duch?

CHŁOP III Duch.

CHŁOP I I co ten duch?

CHŁOP III Babę w brzuch...

CHŁOP II Ooo!

CHŁOP I A baba co?

CHŁOP III Baba w krzyk.

CHŁOP II Jak to baba.

CHŁOP I A duch?

CHŁOP III A duch znikł.

(pauza)

CHŁOP I Może by wyhodować co?

CHŁOP III A co, jakby już?

CHŁOP I Co podleci. Choćby i świnię.

CHŁOP II Eee, też mówicie...

CHŁOP I No to co insze. Może być i świnia futerkowa...

CHŁOP III Yyyy...

CHŁOP I Albo co...

CHŁOP II Eeee...

(podnoszą dzbany)




Piąta rozmowa chłopów

CHŁOP I Zasię u mnie indyk się ożenił z kurą.

CHŁOP II Ale?

CHŁOP III Jakże to?

CHŁOP I Ano, zwyczajnie. Na początku to nawet nie

chciał, jeno gulgotał. Alem go wziął na bok i przetłumaczył.

CHŁOP II I chciał?

CHŁOP I Coby miał nie chcieć? Ino pilnować go trzeba.

Jak ino go nie doglądam, to się tarza w pokrzywach

i nic nie robi.

CHŁOP II A kura?

CHŁOP I Kura jak kura. Jajko zniosła.

CHŁOP III Z indykiem?

CHŁOP I A coby nie z indykiem? Przecie mówię, żem mu

przetłumaczył.

CHŁOP III E, powiadacie!

CHŁOP I A coby miał nie powiadać? Cała bieda tylko

w tym, że nie jest ci ono okrągłe. (wyjmuje zza pazuchy

biały stożek i kładzie na stole)

CHŁOP II (oglądając) W samej rzeczy, spiczaste jakieś...

CHŁOP III A wyjdzie z niego co?

CHŁOP I A coby nie miało wyjść? Wyjdzie.

CHŁOP II A co?

CHŁOP I A kto to może wiedzieć? Poczekać trza.

CHŁOP III No, to poczekamy.

CHŁOP II Ano, poczekamy.

CHŁOP I No, to czekajmy...

(podnoszą dzbany)


Indyk
Sławomir Mrożek
za „Utwory sceniczne Sławomir Mrożek”
Wydawnictwo Literackie Kraków 1963
Foto za HEYKELTRAŞ Coşkun ÖZER

Weterani hipsterstwa (fb) komentarzy: 0

Sylwester w domu

Miron Białoszewski komentarzy: 0

Dawne imieniny na wsi

Julio Cortazar komentarzy: 0

Cortazar na dzisiaj

Fragment pochodzi z książki Julio Cortazara „Opowieści o kronopiach i famach i inne historie", napisanej w 1962 roku, a później brawurowo przełożonej na język polski przez „prywatną" tłumaczkę Cortazara, panią Zofię Chądzyńską. Książkę wydało „Pomorze Bydgoszcz" w roku 1993.

 

Opowiadaniwe bez morału

 

Pewien człowiek sprzedawał okrzyki i słowa i nieźle mu
się wiodło, chociaż ludzie kwestionowali ceny i żądali zniżek.

Człowiek prawie zawsze ustępował i w ten sposób

udawało mu się przehandlować wiele krzyków sprzedawców

ulicznych, westchnienia, które kupowały starsze rencistki,

reklamy, slogany, szyldy, wytarte dowcipy i fałszywe

okoliczności.

 

Wreszcie człowiek zrozumiał, że nadeszła godzina, i poprosił

o audiencję u tyranika rządzącego krajem, podobnego

wszystkim swoim kolegom, który przyjął go w otoczeniu

generałów, sekretarzy i filiżaneczek czarnej kawy.

— Przychodzę sprzedać panu pańskie ostatnie słowa —

powiedział człowiek. — To bardzo ważne, bo na poczekaniu

nie przyjdą panu na myśl, a przecież wypada powiedzieć

je w krytycznym momencie, ażeby retrospektywnie

nabrały historycznego znaczenia.

— Przetłumacz, co powiedział — rozkazał tyranik swemu

tłumaczowi.

— Mówi po argentyńsku, ekscelencjo.

— Po argentyńsku? To dlaczego nic nie zrozumiałem?

— Wasza Wysokość doskonale zrozumiał — powiedział

człowiek. — Powtarzam, że przychodzę sprzedać panu

pańskie ostatnie słowa.

 

Ciąg dalszy, Klick!!!

andrzejrysuje.pl komentarzy: 0

Sprawy bieżące

Ludwik Cichy komentarzy: 0

Lew pogapił się (opowiadanie)

Krzysztof Skiba komentarzy: 0

Sprawy bieżące

UPADEK


Kardynał nie pamięta, arcybiskup sobie nie przypomina, biskup nigdy nie słyszał. A ofiary do dziś mają poranioną psychikę. Kardynał Dziwisz używa chyba jakiejś specjalnej maści. Takiej jak spray na komary. Bo się nie drapie. Sumienie go jeszcze nie gryzie.


A może jak pisał Stanisław Jerzy Lec, ma sumienie czyste, bo nieużywane? Jabłka na zdjęciu są aż nadto wymowne. Nie wszystkie są robaczywe, ale wiele z nich przegniłych. Jabłuszka, to ulubiona metafora biblijna. Po owocach ich poznacie mówi pismo i ksiądz na ambonie. Te "owoce", które poznajemy podczas odkrywania tajemnic zasłużonych dostojników kościelnych, wykrzywiają nam w zdziwieniu i bólu twarze.





Tak patrzę na to wszystko, tak czytam i dochodzę do wniosku, że Maryja z tym biednym dzieciątkiem i dzisiaj musiałaby uciekać i to nie tylko z Betlejem, a z Polski. I to nie przed Herodem, a przed polskimi biskupami.

Moje pokolenie pamięta Kościół z lat 80. Kościół przyjazny ludziom, otwarty na dialog, wspierający wiernych w trudnych chwilach, bo przecież "trudno nie wierzyć w nic". Kościół odważny i dający wiarę na lepszy świat. Pomagający w stanie wojennym podziemnej opozycji.

To już historia. Jak się teraz okazuje mocno przesłodzona. Jednak dziś w czasach zarazy przydałoby się trochę takiego Kościoła z sercem, który ludzi będzie wspierał. Niósł pociechę i oparcie. Tymczasem polski Kościół jako instytucja sam zdegradował się do przykrej roli przybudówki partyjnej. Szczekaczki do naganiania wyborców dla PiS. Kościelna struktura przypomina obecnie dobrze zorganizowaną korporację kryjącą przestępców pedofilii, pazernych na wpływy, kasę i wszelakie dobra cwaniaków, którzy potrafią wystawiać Polsce tylko rachunki za dawne zasługi i za coraz mniej świętego Jana Pawła II.

Jest oczywiście dylemat czy papież wiedział o skali nagannych procederów wśród najwyższych hierarchów, czy nie miał o tym pojęcia. Jeżeli wiedział i krył to nie jest święty, a jeśli nie miał pojęcia, to był biednym, zagubionym człowiekiem, którego kiwano i oszukiwano jak naiwnego pięknoducha. W obu przypadkach papież jest niestety przegrany.

Kardynał Dziwisz, który w filmie dokumentalnym "Don Stanislao" Marcina Gutowskiego zasłania się niepamięcią, był jak wynika z zeznań licznych świadków, kluczową postacią w tuszowaniu skandali seksualnych na najwyższych szczeblach kościelnych struktur, pobierającym opłaty i haracze za dostęp do papieża. Jednym z watykańskich księgowych diabolicznej postaci Maciela Degollado (założyciela wpływowego zakonu i przestępcy pedofila).

Mam wrażenie że Kardynał i podobni mu "dostojnicy" już dawno zdradzili nie tylko samego papieża i wszelkie zasady moralne, ale przede wszystkim Boga, któremu niby służą. Bo Pan Bóg (jeśli istnieje, a tego przecież do końca nie wiemy) nie trzyma raczej z tymi, którzy ukrywali i tuszowali pedofilię? Tak przecież wynika z całej nauki o nim. Bóg nie popiera krzywdzenia dzieci. Chyba, że wierzymy w takiego Boga, który się na to godzi. To już wówczas lepiej zostać ateistą i mieć dylemat z głowy.

Wielu z nas wątpi, a wierzy z przyzwyczajenia. Bo tradycja i rodzice, bo babcia z dziadkiem, bo dzieciak idzie do komunii czy bierzmowania. Tli się w nas ten ogień, ale słabo. A biskupi robią wiele, aby go zupełnie zgasić. I ciągle wierzymy wszyscy w tych nielicznych księży, którzy są wspaniali. Którzy nie traktują wiary jak maszynki do zarabiania pieniędzy. Zapewne są i tacy i sam znam kilku. Ale wiara w nich w obliczu UPADKU, który dzieje się na naszych oczach jest coraz słabsza.

Jeśli są w Polsce jeszcze jacyś prawdziwi katolicy, którzy wiarę swoją traktują na serio, to powinni podać kardynała Dziwisza do sądu ze słynnego paragrafu o "obrazie uczuć religijnych". Nikt tak bowiem nie obraża wiary w Boga jak wpływowe osoby przyzwalające systemowo na krzywdzenie dzieci. Ten paragraf bywał w Polsce nadużywany. Wykorzystywano go m.in. do straszenia artystów, którzy w swej twórczości posługiwali się symbolami religijnymi, w sposób zdaniem osób obrażonych "niegodny". Nie jestem prawnikiem i nie mam tu rozeznania, ale jeżeli obrażono gdzieś uczucia religijne w Polsce, to nikt tak bardzo ich nie uraził jak właśnie kłamiący w sprawach pedofilii ważni ludzie Kościoła.

Tylko odśrodkowy ruch zaangażowanych osób świeckich, którym na Kościele jako wspólnocie jeszcze zależy i księża nie bojący się mówić prawdy, tacy jak np. dominikanin Paweł Gużyński, mogą wspólnie uratować Kościół, bo sama hierarchia tego absolutnie nie zrobi, bo po prostu nie chce. Może papież Franciszek powinien rozważyć podanie całego Episkopatu Polski do dymisji, tak jak to miało miejsce w Chile? I to oczyściłoby sytuację. Pomogło zwalczyć raka zakorzenionej degrengolady.