19 maja 2022, czwartek

Człowiek na rowerze

Ludwik Cichy

Człowiek na rowerze, cz. 8 (opowiadanie)

 

 

 

 

ROCKANDROLL. To jest to wszystko, co jeszcze uchodzi nam na sucho.

 

Grafika Maxa Ernsta Klick!!!


 

 

cz. 8

 

 

Znowu pies. A nawet trzy. Duży, czarny, z łańcuchem, tak jak oderwał się od budy, i dwa wsiowe pikusie podążające za czarnym olbrzymem. Gdzie siknie, to one też, gdzie się zatrzyma, co obwącha... wiernie powtarzają jego zachowania. Trzy szwendające się wiejskie psy, próbujące zrobić coś ze swoją wolnością. Co właściwie wiem o psach? Inkasent znał wszystkie psy w mieście lepiej niż weterynarze, i te dobre, i te złe, te koszmary, i Perełki, i Murzynki, Reksy, rotwailery i kaukazy. Naszemu psu, a właściwie psu mojej mamy, którego nikt nie traktował serio, inkasent (z rozpędu) okazywał najwyższy respekt, natychmiast uruchamiając drzemiącą w nim bestię. To był jedyny przejaw autorskiej aktywności tego psa: dziko obszczekać inkasenta. Zdarzało się to w czasach, kiedy jeszcze nawet nie przeczuwałem twojego istnienia. Dziwne. Ze strzępów wspomnień wyłania się zmierzły bachor, który wymaga świata do usług, natychmiast, wszystkiego, co chce.

 

 

W koronie dębu rozbrzmiewają drille, trille, tiule i inne wyszukane pogwizdywania erotyczne; jakieś ptaki uprawiają życie przedmałżeńskie. Bardzo zalotna opera. Byliśmy kiedyś w operze, krótko przed maturą, kompletnie nie przygotowani, mimo to wyszliśmy urzeczeni; poczuliśmy się lepsi niż przed dwoma godzinami. Parę lat później zabrałaś mnie na wielką wystawę czarnych grafik Maxa Ernsta. Był z nami twój znajomy, malarz, trochę starszy od nas, miał już za sobą parę wystaw za granicą. Wyprawa była właściwie z jego nadania. Obejrzałem posłusznie wiele obrazkowo-ściennych objawień Ernsta, aż wpadł mi w oko ładny przedmiot, takie harmonijne połączenie drewna ze szkłem i złotą inkrustacją zegarów.

- To fajne – pochwaliłem wreszcie coś głośno, bo czułem, że oczekuje się ode mnie entuzjazmu.

- To? – upewnił się twój artysta.

- No... to jest spoko! – potwierdziłem tonem człowieka pewnego swych racji.

- Ale to jest higrometr, zawsze tu wisi – stwierdził artysta, tonem maksymalnie objaśniającym, nie triumfalnym, obojętnym zupełnie, i żeby nie okazać swojej wyższości, dodał parę pochlebnych zdań na temat ładnych użytkowych przedmiotów. Im bardziej starał się nie wywyższać, zbagatelizować moją wpadkę, tym bardziej odczuwałem jego starania, tym bardziej stawałem się istotą niższą. Pocałowałaś mnie wzruszona, jakbym ci podarował błyszczące seledynową imitacją atłasu, najbrzydsze kapcie świata z pomponami i noskami w smoki. Długi, ciepły, puszysty, szczery, ale ostentacyjny pocałunek, odrywający od Maxa Ernsta i skupiający uwagę wszystkich, najlepszy eksponat na tej dystyngowanej sali. To zrobiło wrażenie. Powolny, szacowny spacer przez dwie ostatnie muzealne sale i taktowne, ukradkowe spojrzenia publiczności skupione na nas. Starałem się ich nie przyłapywać, ale im bardziej się starałem, tym bardziej stawały się ukradkowe.

 

 

SZTUKA WYSOKA. Służy głównie do tego, żebyś obcując z nią mógł zrealizować swoją naturalną ludzką potrzebę wywyższenia się ponad tych, którzy z nią nie obcują, i poczuł się wyjątkowo, i komfortowo.

 

 

ROCKANDROLL. To jest to wszystko, co jeszcze uchodzi nam na sucho (Mick Jager)

 

 

Kiedyś wydawca New Yorkera odrzucając pierwszy artykuł Wiktora Jerofiejewa (nie mylić z Wieniediktem) powiedział mu coś takiego (na rowerze mogę odtworzyć tylko z pamięci): - Pan nie napisał źle; pan nawet za dobrze napisał, za głęboko i za wysoko poszedł. Nasi czytelnicy kupują nas po to, żeby móc poobcować z tekstami, które dla innych są niedostępne, potrzebują nas, żeby poczuć się lepiej od całej reszty. A pan tak napisał, że oni tego nie zrozumieją; to nie są pana koledzy literaci, pan ich obraził, po prostu. Bardzo proszę to poprawić tak, żeby tekst był wyjątkowy dla mojej sekretarki, nie dla mnie.
I Jerofiejew poprawił. I jest bardzo sławnym pisarzem.

 

 

Długi, asfaltowy zjazd z górki na pazurki. Nie rozpędzam się. Pamiętam podobny zjazd. Zatrzymała mnie drogówka za przekroczenie prędkości. Byłem zdumiony, ale dzisiaj już wiem, że rowerem można przekroczyć 60-tkę nie zdając sobie z tego sprawy. Nie mam zamiaru.

 

Cdn.

 

Grafika: Max Ernst

   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.