2 października 2022, niedziela

Dariusz Łukaszewski

Dzień 45.




Po nocy wschodzi słońce i od razu staje się jasno jak w dzień.

Rozlega się rumor monstrualnej śmieciarki żerującej pośród koszy wystawionych na ulicę przed nocą, wieczorem. Patrzę przez okno jak śmieciara chwyta w mocarne łapska kosz pod bramą sąsiada, unosi go nad żelazny pysk, przechyla i wytrząsa do opasłego brzyszyska jego zawartość. Świat jest nieczynny, ale ludzie wciąż produkują śmieci. Po tym poznać, że żyją. Umarli nie produkują śmieci. Zresztą cmentarze są teraz zamknięte, żeby nie zarażać mieszkańców; na pogrzeb można pójść wyłącznie jako nieboszczyk.


Dzisiaj urodziło się 380 tysięcy nowych ludzi, a umarło tylko 159 tysięcy żyjących. Widać żywi wciąż rozmnażają się szybciej niż umarli. Mimo, że medycyna jest na takim etapie, że nie potarfi nawet sprawić, żeby człowiekowi zęby wyrosły po raz trzeci.


Z psem zacząłem rozmawiać dwa dni temu. Ja mówię, on słucha, ale nie odpowiada. W każdym razie razie jeszcze nie zabrał głosu, taki jest kulturalny. Ja to rozumiem. Tylko idiota jest gotów zabrać głos w każdej sprawie i ma zdanie na każdy temat i obwieszcza to tonem człowieka pewnego swych racji wszędzie, gdzie tylko może, przy każdej okazji i bez okazji. Zjawisko zupełnie bez gustu. Ale ludzie pozbawieni gustu nie wiedzą, że są go pozbawieni.


Pies przygląda się jak produkuję żywność. Nożem odkrawam pajdy od bochna, powlekam olejem lnianym, posypuję krojonym imbirem, kurkumą i wzmacniającym efekt pieprzem, gdy daję na wierzch jarmuż, pies traci zainteresowanie.

Wychodzę na rower.


Jadę rowerem, ale dwa metry od siebie, więc wszystko w porządku. A jak się zatrzymam na siku w lesie, to od razu stanę obok w zalecanej odległości.


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.