12 grudnia 2018, środa

Dorota Masłowska

Na bieżąco, po przegranym meczu z Czechami




Po kryzysie inowrocławskim Świdnica to był miniraj. Miałam w pokoju 10 ręczników i jacuzzi, a to że z niego nie korzystałam o tym nikt nie musi wiedzieć i proszę byście i wy o tym nie mówili, zwłaszcza moim wrogom.


Miałam telefon i mogłam dzwonić, gdzie tylko chciałam, na recepcję, ile tylko chciałam. Mój pokój właściwie składał się z dwóch pokoi i to nie był problem, żeby przebywać w każdym mniej więcej po równo i mieć z tego jeszcze więcej.

Spotkanie bardzo miłe, choć kto był ten wie, że w pewnym momencie zniknął prowadzący i musiałam sama siebie moderować, sama ripostować swoje żarty. Ostatecznie wyrekompensował się tym, że zaprowadził mnie do lokalu, gdzie po przegranym meczu z Czechami siedzieli trzej mężczyźni w wieku około 40-140 lat w triadzie: mały średni duży. Tworzyli swojego rodzaju pełnię, a ich zęby poskładane wszystkie razem mogłyby może dać komplet uzębienia dorosłego człowieka.
Rolę pierwiastka żeńskiego odgrywała w tym kosmosie pani Jola, zawodowa asystentka alkoholika, z twarzą profesjonalnie nieprzeniknioną po kilkudziesięciu latach wysłuchiwania pijackiego pierdololo. Mówili do niej: mamuniu.
Zgromadzeni wszyscy razem wokół telewizora prezentującego hity z lat 90tych, otumaniali się cierpliwie, niegwałtownie, metodycznie, solidarnie. Panowała kosmiczna, wręcz wyzywająca nuda; „nie jesteśmy tu po to, by coś robić!”- krzyknęłaby. Gdyby tylko jej się chciało.
Mężczyźni byli bardzo mili i dali mi Rafaello. Na koniec życzyli nam bardzo wiele razy STOSUNKOWO udanego wieczoru i widać było jak bardzo lubią swój firmowy żart i nie ma potrzeby wymyślać żadnego nowego, a nawet mogłoby to być szkodliwe.

Klick!!!


   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

Aktualnie brak komentarzy.
Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.