1 grudnia 2020, wtorek
andrzejrysuje.pl komentarzy: 0

Sprawy bieżące

Ludwik Cichy komentarzy: 0

Lew pogapił się (opowiadanie)

Krzysztof Skiba komentarzy: 0

Sprawy bieżące

UPADEK


Kardynał nie pamięta, arcybiskup sobie nie przypomina, biskup nigdy nie słyszał. A ofiary do dziś mają poranioną psychikę. Kardynał Dziwisz używa chyba jakiejś specjalnej maści. Takiej jak spray na komary. Bo się nie drapie. Sumienie go jeszcze nie gryzie.


A może jak pisał Stanisław Jerzy Lec, ma sumienie czyste, bo nieużywane? Jabłka na zdjęciu są aż nadto wymowne. Nie wszystkie są robaczywe, ale wiele z nich przegniłych. Jabłuszka, to ulubiona metafora biblijna. Po owocach ich poznacie mówi pismo i ksiądz na ambonie. Te "owoce", które poznajemy podczas odkrywania tajemnic zasłużonych dostojników kościelnych, wykrzywiają nam w zdziwieniu i bólu twarze.





Tak patrzę na to wszystko, tak czytam i dochodzę do wniosku, że Maryja z tym biednym dzieciątkiem i dzisiaj musiałaby uciekać i to nie tylko z Betlejem, a z Polski. I to nie przed Herodem, a przed polskimi biskupami.

Moje pokolenie pamięta Kościół z lat 80. Kościół przyjazny ludziom, otwarty na dialog, wspierający wiernych w trudnych chwilach, bo przecież "trudno nie wierzyć w nic". Kościół odważny i dający wiarę na lepszy świat. Pomagający w stanie wojennym podziemnej opozycji.

To już historia. Jak się teraz okazuje mocno przesłodzona. Jednak dziś w czasach zarazy przydałoby się trochę takiego Kościoła z sercem, który ludzi będzie wspierał. Niósł pociechę i oparcie. Tymczasem polski Kościół jako instytucja sam zdegradował się do przykrej roli przybudówki partyjnej. Szczekaczki do naganiania wyborców dla PiS. Kościelna struktura przypomina obecnie dobrze zorganizowaną korporację kryjącą przestępców pedofilii, pazernych na wpływy, kasę i wszelakie dobra cwaniaków, którzy potrafią wystawiać Polsce tylko rachunki za dawne zasługi i za coraz mniej świętego Jana Pawła II.

Jest oczywiście dylemat czy papież wiedział o skali nagannych procederów wśród najwyższych hierarchów, czy nie miał o tym pojęcia. Jeżeli wiedział i krył to nie jest święty, a jeśli nie miał pojęcia, to był biednym, zagubionym człowiekiem, którego kiwano i oszukiwano jak naiwnego pięknoducha. W obu przypadkach papież jest niestety przegrany.

Kardynał Dziwisz, który w filmie dokumentalnym "Don Stanislao" Marcina Gutowskiego zasłania się niepamięcią, był jak wynika z zeznań licznych świadków, kluczową postacią w tuszowaniu skandali seksualnych na najwyższych szczeblach kościelnych struktur, pobierającym opłaty i haracze za dostęp do papieża. Jednym z watykańskich księgowych diabolicznej postaci Maciela Degollado (założyciela wpływowego zakonu i przestępcy pedofila).

Mam wrażenie że Kardynał i podobni mu "dostojnicy" już dawno zdradzili nie tylko samego papieża i wszelkie zasady moralne, ale przede wszystkim Boga, któremu niby służą. Bo Pan Bóg (jeśli istnieje, a tego przecież do końca nie wiemy) nie trzyma raczej z tymi, którzy ukrywali i tuszowali pedofilię? Tak przecież wynika z całej nauki o nim. Bóg nie popiera krzywdzenia dzieci. Chyba, że wierzymy w takiego Boga, który się na to godzi. To już wówczas lepiej zostać ateistą i mieć dylemat z głowy.

Wielu z nas wątpi, a wierzy z przyzwyczajenia. Bo tradycja i rodzice, bo babcia z dziadkiem, bo dzieciak idzie do komunii czy bierzmowania. Tli się w nas ten ogień, ale słabo. A biskupi robią wiele, aby go zupełnie zgasić. I ciągle wierzymy wszyscy w tych nielicznych księży, którzy są wspaniali. Którzy nie traktują wiary jak maszynki do zarabiania pieniędzy. Zapewne są i tacy i sam znam kilku. Ale wiara w nich w obliczu UPADKU, który dzieje się na naszych oczach jest coraz słabsza.

Jeśli są w Polsce jeszcze jacyś prawdziwi katolicy, którzy wiarę swoją traktują na serio, to powinni podać kardynała Dziwisza do sądu ze słynnego paragrafu o "obrazie uczuć religijnych". Nikt tak bowiem nie obraża wiary w Boga jak wpływowe osoby przyzwalające systemowo na krzywdzenie dzieci. Ten paragraf bywał w Polsce nadużywany. Wykorzystywano go m.in. do straszenia artystów, którzy w swej twórczości posługiwali się symbolami religijnymi, w sposób zdaniem osób obrażonych "niegodny". Nie jestem prawnikiem i nie mam tu rozeznania, ale jeżeli obrażono gdzieś uczucia religijne w Polsce, to nikt tak bardzo ich nie uraził jak właśnie kłamiący w sprawach pedofilii ważni ludzie Kościoła.

Tylko odśrodkowy ruch zaangażowanych osób świeckich, którym na Kościele jako wspólnocie jeszcze zależy i księża nie bojący się mówić prawdy, tacy jak np. dominikanin Paweł Gużyński, mogą wspólnie uratować Kościół, bo sama hierarchia tego absolutnie nie zrobi, bo po prostu nie chce. Może papież Franciszek powinien rozważyć podanie całego Episkopatu Polski do dymisji, tak jak to miało miejsce w Chile? I to oczyściłoby sytuację. Pomogło zwalczyć raka zakorzenionej degrengolady.




Umberto Eco komentarzy: 0

Napisał kiedyś

Marta Podgórnik komentarzy: 0

Gorzkie żale

Nie jestem poetką intelektu, ponieważ mam cipkę, a nie chuja; moje

poglądy na sztukę nikogo nie interesują. Nie jestem feministką, ponieważ

mam mózg oprócz cipki, i to on determinuje moje zachowania. Jestem

zakładniczką ludowej teorii, że mądrzejszy powinien głupszemu ustąpić.

Nie jestem mężatką, bo jestem w stanie sama się utrzymać...




Utwór publikujemy za
www.gazetaliteracka.pl
Rysunek: Anna Cięciel - yEZIORO


Marta Podgórnik:

Gorzkie żale

Nie jestem poetką intelektu, ponieważ mam cipkę, a nie chuja; moje

poglądy na sztukę nikogo nie interesują. Nie jestem feministką, ponieważ

mam mózg oprócz cipki, i to on determinuje moje zachowania. Jestem

zakładniczką ludowej teorii, że mądrzejszy powinien głupszemu ustąpić.

Nie jestem mężatką, bo jestem w stanie sama się utrzymać. Ostatni

kochanek dymał mnie w skarpetkach na hotelowym łóżku. Strasznie było

fajnie.

Zawsze za wszystko płacę. To mnie nieco wkurwia, bo przecież koszta

imprez winny się rozkładać bardziej proporcjonalnie między członków

imprez. Jednakże nie narzekam.

Tak, czasami udaję głupszą niż jestem, żeby kolegom nie robić

przykrości. To jak zwalniać bieg, kiedy się z kimś ścigasz, z kimś, kto

jest Ci zbyt drogi, żebyś chciał z nim wygrać.

Tak, kotki, Bóg istnieje. Teraz słucham Waszych przewidywalnych wierszy,

i wiem, że istnieje, bo człowiek nie mógłby sam z siebie być tak

perfidnie samozachwycony tym, że potrafi jako tako sklecić trzy albo

cztery zdania i ktoś mu to wyda.

Wiem, że to będzie moja najsłabsza książka. Jest słaba, bo nudzi jej się

bycie silną. Przed trzydziestką wydała te wiersze zebrane z kilku

tomików, w których w coś wierzyła i dawała tej wierze wyraz na papierze.

Tymczasem nawet kochankowie jej nie szanowali. Nie, to nie. I

spierdalać. Jak to o niej mówili? „Tandetna efekciara”, „zazdrosna

grafomanka”, „niezła kupleciara”. Nie ma tragedii, bo już nie ma nic.

Graliśmy kiedyś we wszystkich zespołach, nawet discopolowych.

Tańczyliśmy głośno i cały świat się zwijał u naszych zmęczonych,

tanecznych stópek. Złote lata ponowoczesności. Potem przyszedł ten

grudzień, kiedy dałeś mi w twarz przy kolegach, i żaden nie zareagował,

bo przecież wiedzieli, że bym się obraziła. Potem usunęłam ciążę w

prywatnej przychodni w Tychach. Lekarz spartaczył sprawę, później go

zamknęli, ja nie chciałam zeznawać, nie chciałam przynosić więcej wstydu

rodzicom; już mieli go dosyć.

Dziewczyny z wydawnictwa, ten numer jest dla Was! Jesteście świetne;

bardzo Was przepraszam, że podnosiłam na Was głos i piłam alkohol. Nadal

piję alkohol, choć raczej nie podnoszę głosu. Chyba nie mam na kogo.

Nikt się nie wpierdala w mój styl życia i sposób, jaki obrałam, aby jako

dobra katoliczka zapobiec samobójczej śmierci, która, o ironio

lingwistyczna, jest grzechem śmiertelnym.

Gwiazdorze Rocka. Kochałam Cię mocno bezinteresownie. Pojechałam na

festiwal opolski, żeby Cię zobaczyć w idiotycznym kostiumie. Nawet dolna

warga mi nie drgnęła, znajomym też nigdy nie pozwalałam z Ciebie zakpić,

ani Cię oceniać. W łóżku byłeś najlepszy. W wannie też było cudownie.

Potem wybrałeś azyl na zadupiu, i pewnie nigdy nawet nie otwarłeś mojej

książki.

Kochani debiutanci, autorzy redagowanych przeze mnie książek, studenci

warsztatów twórczego pisania, pracodawcy, taksówkarze, komornicy,

prawnicy, ekspedientki, kolejarze, itd. Co Wam szkodziło być miłymi dla

mnie?

Byłam, a może bardziej starałam się być, miłą osobą. Niekiepsko się na

tych mrzonkach przejechałam.

.

- – -

[Marta Podgórnik, „Gorzkie żale”, {w:} „Dodatek LITERAcki. Gdynia”, nr 4(5)2009, str. 4.]

Marek Raczkowski komentarzy: 0

Sprawy bieżące

Grzybowska/Bobrowski komentarzy: 0

Rzecz gustu

Redakcja komentarzy: 0

Zmiana czasu