13 listopada 2019, środa
Marek Raczkowski komentarzy: 0

Na dziś

Janek Koza komentarzy: 0

Koza na dziś

Janek Koza komentarzy: 0

Koza na dziś

Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Fragment całości


Foto: Claudia Rogge, Klick!!! 


Ludzie mówią, że jest za dużo ludzi.

Nigdy jeszcze nie było tak wielu, co tak mówią.

Lecz żaden nie ma na myśli siebie.

Rano czarny kot sika na trawnik, nie na asfalt, bo wciąż żyjemy w czasach, gdy trawa pokrywa więcej ziemi niż asfalt. Od trawy więcej jest tylko wody w oceanie, gdzie żyje śledź solony i wędzona makrela, które dla mózgu są lepsze od orzechów. Jednak nie wszyscy ludzie są wybitni; większość stanowi tylko tło dla wybitnych.

Są tacy, którzy wyglądają na takich, co żyją pełnią złożoną wyłącznie z rzeczy znaczących. I produkują życiorysy utkane z gęstej materii zdarzeń godnych uwagi. A inni tylko zbijają bąki. O jednych śpiewają piosenki, a o innych nie; jednym się kłaniają, a drudzy muszą się kłaniać. Jedni chętnie ratują będących w potrzebie, drugim pozostaje rola ratowanych. Każdy woli być po stronie ratujących niż ratowanych, chociaż ci drudzy są warunkiem koniecznym do zaistnienia szlachetności pierwszych, więc tak samo ważni. Są też i tacy, którzy potrafią odnieść się z pogardą do każdego, do kogo mogą się bezkarnie odnieść z pogardą.


Poza tym ludzie przeważnie są zmęczeni, bo bycie wypoczętym to naprawdę ciężka praca. Dla więszości okazywanie dobrego humoru to jeszcze cięższa praca. A czas tak galopuje, że nawet nie ma kiedy się zestarzeć.

Redakcja komentarzy: 0

I znów śpimy o godzinę dłużej

Jakobe Mansztajn komentarzy: 0

23 października

Dom rodzinny odwiedzam rzadko, więc jak już jestem, to nie zdążę ściągnąć butów a już słyszę: „O, Kubuś, jak już jesteś, to myśmy wykupili HBO Go i trzeba by zainstalować na wszystkich urządzeniach". Raz to jest HBO Go, innym razem NC+ nie śmiga, jeszcze innym poanulować subskrypcje z ostatnich 10 lat albo poprzestawiać kanały w telewizorze wg nowego wzoru. Od progu więc mówię, że spokojnie, kochani, IT Kubuś już na posterunku, poproszę listę problemów.


Tym razem zainstalować HBO Go na wszystkich telewizorach. Takie rzeczy to ja instaluję na śniadanie, więc jedną ręką dziobię ciasto, drugą odpalam tv, otwieram wyszukiwarkę, wklepuję hbo spacja go enter. Wtedy okazuje się, że telewizor w sypialni niepodpięty pod internet. No dobrze, gdzie jest hasło? Hasło tutaj. Długie i skomplikowane, ale spokojnie, przyjechałem na 4 dni. Okej, jest internet. Wyszukuję apkę. Nie, jednak nie ma internetu. Jeszcze raz hasło, ciągle nic, więc restart router, jeszcze raz hasło, dobra, kurwa, teraz jest na pewno. Hbo spacja go enter. I wtedy się pokazuje, że trzeba zaktualizować system. Oczywiście, że trzeba. Zawsze trzeba zaktualizować system, inaczej będzie niezaktualizowany i umrze jakiś kotek w Palo Alto. No więc aktualizuję, mijają lata, w mojej głowie zdążyłem się ustatkować, założyć rodzinę i na wakacjach w Rio wyrywa mnie z hibernacji dopiero wołanie mojego wyimaginowanego synka, że hbo spacja go enter, tato. Wpisuję raz jeszcze, ale nie ma takiej aplikacji, wpisz ponownie. No jak to, kurwa, nie ma, skoro zaktualizowałem system? Wyłączam, włączam, sprawdzam czy w międzyczasie nie pojawiła się nowa aktualizacja, ale wszystko up to date, więc one more time: hbo spacja go enter. I dalej ni chuja, więc co, więc google: „telewizor sony gdzie jest kurwa aplikacja hbo go?". I czytam. I okazuje, że nie tylko ja, że jest nas więcej, którzy w odwiedzinach u swoich starych wpadli w tę samą matnię frustracji. A odpowiedź jest prosta: nie ma Hbo Go dla telewizorów Sony, sorry. No dobra, a więc obstrukcja. Ale nie po to mnie tutaj zatrudnili, żebym teraz wszystkich rozczarował. Mówię, że spokojnie, w sypialni się może nie da, ale w salonie jest drugi telewizor, więc poproszę tylko szklankę wody, wilgotny ręcznik i już jestem w zonie, i po raz dziesiąty wpisuję 12 literowe hasło do internetu na pilocie, na którym można klikać tylko w prawo, bo coś się w pilota stało. Kosztuje mnie to trochę emocji, trochę ciężkich oddechów nosem, ale w końcu dochodzimy do momentu, w którym jest internet, więc piłka wciąż w grze. I wtedy co, i wtedy zaktualizować system, nie inaczej, więc znów jestem w Rio, a mój wyimaginowany synek pływa między rafami na dmuchanym rekinku i z katatonii wybija mnie dopiero głos mojej matki, która mówi, że chyba się zaktualizowało. No to całe szczęście, to teraz będzie mogło nie zadziałać coś innego. I wtedy okazuje się, że nie ma takiej aplikacji na telewizor Philips. Owszem, jest taka aplikacja na telewizor Samsung, jest na telewizor LG, a na telewizorze Philips można zainstalować TVN Player. Świetnie. Na chuj mi TVN Player? I wtedy następuje przebłysk mojego hakerskiego sprytu: przecież jest w tym domu stary Xbox. Xbox 360. Podpiąć Xboxa pod telewizor, na Xboxa ściągnąć HBO Go i jeszcze przed obiadem wszyscy będziemy się z tego śmiać przy „Czarnobylu". I jak pomyślałem, tak zrobiłem: kabel jeden, kabel drugi, internet, hasło, jeszcze raz hasło, aktualizacja, co tak długo, dobra, wyszukiwarka: HBO SPACJA GO ENTER KURWA. I co? Jest Netflix. Jest Amazon. Jest nawet Hulu, TVN Player i Ipla. Nie ma HBO Go. Nie ma i nie będzie. Z powodu ejdżyzmu. W styczniu 2019 roku firma HBO przestała aktualizować aplikację na starsze konsole. Mój trud skończony. IT Kubuś defeated. I kiedy myślę, żeby sobie ten kabel od Xboxa w trzeciej godzinie mojej wizyty w domu owinąć szczelnie wokół szyi i wziąć długi rozbieg, to wtedy przychodzi ojciec, kładzie mi rękę na ramieniu i mówi:


- Kubuś, jak już skończysz, to mamie na tablecie przestał działać youtube.

Całość, Klick!!!

Richard Brautigan komentarzy: 0

Upadek sombrera. Opowieść japońska




Richard Brautigan, pisarz amerykański, popełnił samobójstwo w 49 roku życia. Napisał "Łowienie pstrągów w Ameryce" i parę jeszcze rzeczy - wśród nich "Upadek sombrera" - które nie odniosły już sukcesu, co może dziwić, bardzo.


Przeczytaj fragmenty:





Richard Brautigan, Upadek sombrera. Powieść japońska, Wydawnictwo Tenaten, Warszawa 1992, przekład Jan Zieliński


fragmenty

str. 5 - 9
Sombrero


Sombrero spadło z nieba i wylądowało na głównej ulicy miasteczka tuż przed burmistrzem, jego kuzynem i pewnym bezrobotnym. Ostre pustynne powietrze wygoliło dzień do czysta. Niebo było błękitem ludzkich oczu, które na coś czekają. Nie istniał najmniejszy powód, żeby sombrero miało spaść z nieba. Nie przelatywał akurat samolot ani helikopter, nie przypadało też tego dnia żadne święto religijne.


Pierwsza łza uformowała mu się w prawym oku. To oko zawsze pierwsze zaczynało płakać. Po nim ruszało lewe. Uznałby, że to ciekawe, gdyby wiedział, że prawe oko pierwsze zaczynało płakać. Lewe oko przystępowało do płaczu tak szybko po prawym, że nie wiedział, które zaczęło pierwsze, ale to było zawsze prawe.


Był wprawdzie bardzo spostrzegawczy, nie na tyle jednak, żeby wiedzieć, które oko pierwsze zaczęło płakać. Jeśli w ogóle na podstawie tak drobnej informacji można budować definicję percepcji.


- Czy to sombrero? - spytał burmistrz. Burmistrz zawsze mówi pierwszy, zwłaszcza jeśli nie uda mu się osiągnąć w polityce wyższej pozycji niż burmistrz małego miasteczka.

- Tak - odparł jego kuzyn, który sam chciałby zostać burmistrzem.

Bezrobotny nic nie powiedział. Czekał, z której strony zawieje wiatr. Nie

chciał się wychylać. Być bezrobotnym w Ameryce to nie żarty.

- Spadło z nieba - powiedział burmistrz, spoglądając na nieskazitelnie czyste błękitne niebo.

- Tak - powiedział kuzyn burmistrza.


Bezrobotny nic nie powiedział, ponieważ miał nadzieję na pracę. Nie chciał zaprzepaścić choćby najniklejszej szansy. Będzie lepiej dla wszystkich, jeśli tylko grube ryby będą się wypowiadać.


Trzej mężczyźni rozejrzeli się wokoło w poszukiwaniu powodu, dla którego sombrero miałoby spaść z nieba, ale nic nie znaleźli; bezrobotny też nie znalazł żadnego powodu.


Sombrero było nowiutkie.

Leżało na ulicy, dnem skierowane ku niebu. Rozmiar: 18,5.


- Dlaczego kapelusze spadają z nieba? - spytał burmistrz.

- Nie wiem - odparł jego kuzyn.


Człowiek poszukujący pracy zastanawiał się, czy kapelusz byłby dla niego dobry.

Teraz łzy płynęły z obojga oczu.

O, Boże...


Sięgnął ręką do maszyny do pisania, jakby był przedsiębiorcą pogrzebowym, co zapina rozporek nieboszczykowi leżącemu w trumnie i wyciągnął kartkę, zawierającą wszystko, co powyżej napisano, z wyjątkiem własnego płaczu, z którego zresztą nie zdawał sobie sprawy, ponieważ płakał ostatnio tak często, że było to jakby wypicie szklanki wody, co nieraz robi się odruchowo, nie będąc nawet spragnionym i czego się potem nie pamięta.


Podarł kartkę zawierającą wszystko, co przed chwilą przeczytaliście na temat sombrera. Podarł ją starannie na wiele malutkich kawałków, które następnie rzucił na podłogę.


Następnego ranka zacznie pisać od nowa o czymś, co nie będzie miało nic wspólnego ze spadającym sombrerem.


Jego praca polegała na pisaniu książek. Był znanym amerykańskim satyrykiem. Trudno znaleźć księgarnię, która by nie miała co najmniej jednej jego książki.


Dlaczego więc płakał?

Czy sława nie wystarcza?

Odpowiedź jest całkiem prosta.

Jego przyjaciółka, Japonka, odeszła.

Po prostu go porzuciła.


Taki był powód jego łez, jakie zaczęły płynąć, już nie pamiętał z którego oka, powód płaczu, jaki stał się jego chlebem powszednim, odkąd porzuciła go ta Japonka.


W niektóre dni płakał tyle, że myślał, iż mu się to śni.




Japonka


Kiedy Yukiko spała, jej włosy spały obok, długie i japońskie. Ona sama nie wiedziała, że jej włosy śpią. Proteina też potrzebuje odpoczynku. Yukiko o tym nie myślała. Jej myśli były w zasadzie bardzo proste.

Rano czesała włosy.

To była pierwsza rzecz, jaką robiła po przebudzeniu. Zawsze czesała je bardzo starannie. Czasem na czubku głowy, zgodnie z japońską tradycją, robiła sobie kok. Czasem zostawiała włosy rozpuszczone, sięgały jej wówczas do pupy.

W San Francisco było parę minut po dziesiątej wieczór. Krople deszczu znad Pacyfiku uderzały w szybę koło łóżka, ale ona ich nie słyszała, pogrążona we śnie. Z reguły spała wyśmienicie i potrafiła sypiać bardzo długo, dwanaście godzin albo i dłużej, lubując się w tym, jakby naprawdę robiła coś innego, spacerowała albo gotowała obiad. Jeść też lubiła.

Kiedy on darł kartkę papieru, zawierającą słowa o spadającym z nieba sombrero, ona spała, a jej włosy spały obok niej - długie i ciemne.

Włosy śniły, że jest rano i że ona starannie je czesze.

Jeszcze kilka fragmentów, Klick!!!