27 marca 2017, poniedziałek
Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Ale ty już tego nie musisz czytać, Anka cz. 67



Sobota dzisiaj, dzień święty targowy, w dodatku słońce wyjrzało i temperatura plus cztery odczuwalna jest jako osiem na plusie; dla ludzi dobrych i ludzi złych po równo.



Jeden sprzedawca pomidorów szklarniowych własnej produkcji, kartofli, marchwi, topinamburu, skorzonery, humusu i innych warzyw polo-ekolo, zwraca się do sprzedającego obok, też na stoisku targowym polo-ekolo znajomka:

- Weź mi Ździchu przypilnuj interesu na chwilę, co? Muszę skoczyć do marketu, bo mi się pomidory skończyły, a dopiero dziesiąta i nie mam czym kurde handlować!
- To weź mi też skrzyneczkę, jak będą w dobrej cenie!


- Nie ma sprawy, tylko mi tu przypilnuj dobrze.

- Żaden problem. Co to, pierwszy raz?



Zbigniew Werwa, znany jako Sprytny Zbyś, słynący z tego, że każdy komputer ulega mu bez ograniczeń, opamiętania i gry wstępnej, zawozi swojego kaszlącego, zasmarkanego królika do weterynarza i nie dostaje królika zastępczego, chociaż chorego zatrzymują na tydzień do naprawy.

- To teraz dają króliki zastępcze?
- Zbysiowi nie dali.


- Ale on chyba nie jest z naszego miasta, panie Darku?

- Jednak odstawił królika do naszego weterynarza.


- Wstyd, za burmistrza by taka rzecz nie mogła mieć miejsca.

- A przy tym żona Zbysia w rozpaczy...


- Skurwesyny! Żeby tak zdołować kobietę! I za co?!

- A ty nie masz nic na sumieniu, że tak wyrokujesz w tej sprawie?


- Tylko mówię jak jest, panie Darku. Każdy ma coś za uszami, bo kto nie lubi wypić, a po pijaku traci się miarkowanie, wiadomo jak jest.

- Z tego co wiem, królik był trzeźwy.


- Ja się wypowiadam ogólnie, panie Darku, o sytuacji co zaistniała jak nie ma burmistrza.

- Chyba że tak.


cdn, foto: Marcel Marien

Szczepan Twardoch komentarzy: 0

Do przemocy potrzebny jest człowiek

You Tube komentarzy: 0

Reklama polskiej gitary Majonez

You Tube komentarzy: 0

Reklama języka polskiego

Marek Raczkowski komentarzy: 0

rysuje:

Craig Alan komentarzy: 0

Dobra zmiana: coraz więcej obchodzi Dzień Kobiet

Magdalena Danaj komentarzy: 0

Karolek

Redakcja komentarzy: 0

Ku przestrodze, żebyś...

Dariusz Łukaszewski komentarzy: 0

Ale ty już tego nie musisz czytać, Anka cz. 45



Najlepsze dafnie dla rybek były na torfowiskach przy rzece, na basenie kąpielowym były gorsze, zresztą latem można było je łowić tylko rano, bo łowienie wśród kąpiących się było źle widziane.


W basenie nie ma już wody; woda jest teraz w krytym basenie, ze środków unijnych na przetarg wybudowanym. Torfowisk też już nie ma; jest kompleks zabawowy dla dzieci, które autobusami nawet z województwa dowożą na prawdziwe atrakcje. Dzieci mogą tutaj przenocować w tipi, prawdziwy wódz Inczuczuna je w kanu obwozi po stawach połączonych strumieniami, prawdziwe czaple, pelikany mogą podziwiać oraz tyranozaura, a nawet prezydenta Obamę i krzywą wierzę w Pizie, co je elegancko Maryś na umowę o dzieło wyrzeźbił. Ale dafni już w mieście nie ma. A mimo to Ludmiła otwiera sklep z rybkami. Wszyscy słuchają elektrycznej polo-musik, a mimo to w domu kultury zespół archaicznych dudziarzy powstaje. Wszyscy niezdrowe palenie rzucają niemodne oraz picie utajniają z wykorzystaniem najnowszych technik światowych, a tu powstaje sklep „U Ulki” i wiele innych dobrych sklepów, gdzie kultywuje się tradycję udostępniania na zeszyt. Widać, miasto ma swoją tożsamość i bieżącym, burzliwym wydarzeniom będzie trudno ją rozwodnić, zatrzeć.


Dzień za krótki wciąż, choć coraz już dłuższy. Zmierzcha przedwcześnie, zimowo, noc zaczyna kształty zjadać, ostatni bywalcy u „U Ulki” dopijają, rozmowy kończą rewelacjami specjalnie i cierpliwie na brawurowe zwieńczenie trzymanymi dla efektu zostania zapamiętanym „na rano”.
- Czarna rzepa najlepsza na raka.
- Na jakiego raka.

- Prosfory!
- Prostaty, chyba ale.

- Na te męskie sprawy, jak tam je zwał.
- Dynia lepsza, a najlepsze to już pestki dyniowe.

- Rutinoskorbin jest dobry, bo na nic nie szkodzi, i tańszy.
- Tańsze od razu nie musi być lepsze.

- No, ale jest tańsze dużo.
- Też prawda.

Niejednemu przyśni się, że się ogolił, lecz gdy rano spojrzy w lustro, zrozumie, że tylko mu się to śniło.

Gdyby narzekał ktoś na czasy tandetnie brzydkie, niedobre: zgnilizna polityczna, patriotyzm łotrzykowski, i piwo za ciepłe, fajki za krótkie, książki za grube, i spadek powołań kapłańskich, a tu przyroda naturalna umiera i w ogóle syf niesprzyjający gatunkom waleni arktycznych, kochających naturę jak Wajrak...
- To co, panie Darku?
- Nie przerywaj ofermo, bo cię poślę po fajki!

- No, błagam!

Nigdy jeszcze w historii Ziemi nie żyło na niej tyle gatunków zwierząt i roślin co teraz, w trudnych, rozhisteryzowanych, zaśmieconych i zadymionych przez człowieka czasach. Nawet w zdrowej, prostej epoce dinozaurów nie było tylu gatunków! Były już co prawda paprocie, iglaki, jaszczurki małe oraz olbrzymie, ale drzew okrytozalążkowych do sadu nie było, bo człowiek potrzebny do zakładania sadów nawet jeszcze jako małpa nie skakał po drzewach za bananami, których też nie było. O kotku, piesku, papużce, szynszylu, koala misiu do zalajkownia można było jedynie pomarzyć, choć nie bardzo było komu, bo człowieka okropnego też nie było, który by zagrażał tym gatunkom, co ich jeszcze nie było. To właśnie teraz są te dawne dobre czasy, do których zatęsknimy z łezką w oku za dwadzieścia lat.


Ciąg dalszy nastąpi
Foto: Marcel Marien