17 września 2019, wtorek

Projekt Grochowiak

Janusz Drzewucki

Stanisław Grochowiak

Żył krótko, ale intensywnie. Ciężko pracował. Pisał dużo i dobrze. Każdy z jego zbiorów wierszy był rozchwytywany przez czytelników i szeroko komentowany w prasie literackiej. Dzisiaj wydaje się poetą zapomnianym. Najwyższy czas zacząć go czytać na nowo. W jego poezji możemy przejrzeć się niczym w lustrze.

Stanisław Grochowiak... Gdyby żył, w tym roku świętowałby jubileusz 75-lecia. Gdyby żył... Zmarł w wieku zaledwie 42 lat. Dzisiaj wydaje się poetą zapomnianym, dodajmy — niesłusznie zapomnianym. Podobnie jak Miron Białoszewski, Jerzy Harasymowicz czy Tadeusz Nowak, o Bogdanie Ostromęckim, Januszu St. Pasierbie i Tadeuszu Sliwiaku już nie mówiąc. A przecież był — a skoro był, to jednak jest! — jednym z najoryginalniejszych i najwybitniejszych poetów polskich drugiej połowy XX wieku. Urodził się 24 stycznia 1934 roku w Lesznie. Okupację pędził w Warszawie. Po wojnie studiował filologię polską na uniwersytetach w Poznaniu i we Wrocławiu. W roku 1955 przeprowadził się do Warszawy, gdzie podjął pracę redaktora w Instytucie Wydawniczym „Pax”. Rok wcześniej jego wiersze ukazały się w antologii, której za tytuł posłużył cytat z Jerzego Lieberta „...każdej chwili wybierać muszę”, obok utworów m.in. Zbigniewa Herberta, Anki Kowalskiej, Jacka Łukasiewicza, Tadeusza Chrzanowskiego. Debiut miał zatem wymarzony. Zwłaszcza że w przełomowym dla powojennych dziejów Polski roku 1956 opublikował pierwszy zbiór wierszy "Ballada rycerska" i pierwszą powieść "Plebania z magnoliami". Rychło został zaliczony w poczet czołowych przedstawicieli pokolenia Współczesności — mianem tym historycy określają generację pisarzy, która pojawiła się na scenie literackiej po Październiku. Należeli do niej np. Marek Hłasko, Marek Nowakowski, Władysław Lech Terlecki, Ireneusz Iredyński, Witold Dąbrowski czy Ernest Bryll. Grochowiak był redaktorem naczelnym pisma „Współczesność”, potem członkiem zespołów redakcyjnych „Nowej Kultury” i „Kultury”, „Poezji” i „Miesięcznika Literackiego”. Na przełomie lat 60. i 70. współpracował z TVP, jako współtwórca dwóch cyklicznych programów „Strofy poezji świata" oraz „Nowa poezja polska”, w których przedstawiono twórczość m.in. Włodzimierza Majakowskiego i Sergiusza Jesienina, Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta. Żył krótko, ale intensywnie. Ciężko pracował. Pisał dużo i dobrze Każdy z jego zbiorów wierszy był rozchwytywany przez czytelników i szeroko komentowany w prasie literackiej: Menuet z pogrzebaczem (1958) Rozbieranie do snu (1959), Agresty (1963), Kanon (1965), Nie było lata (1969), Polowanie na cietrzewie (1972), Bilard (1975) oraz wydany pośmiertnie zbiór Haiku-images (1978). Uprawiał z powodzeniem prozę. Wydał tom opowiadań Lamentnice (1958), powieści: Trismus (1963) i Karabiny (1965). Jego żywiołem był również teatr. Sztuki takie jak Szachy (1961), Partita na instrument drewniany (1962), Król IV (l 963), Chłopcy (1964), Lęki poranne (1972), Okapi (1974) wystawiane były przez najlepsze polskie teatry. W dorobku poety znaleźć można również zbiory wierszy dla dzieci (To było gdzieś), słuchowiska radiowe (Hrabina Sowa Bosanoga, Kaprysy Łazarza) i scenariusze filmów telewizyjnych (Przeciwko bogom, Czerwone i złote). Któż dzisiaj pamięta, że już w 1958 roku był Grochowiak współautorem scenariusza filmu Kalosze szczęścia, obok — uwaga! — Antoniego Bohdziewicza, Janusza Majewskiego oraz Andrzeja Szczepkowskiego. O jego twórczości z najwyższym uznaniem wypowiadali się krytycy tej miary, co Kazimierz Wyka, Jerzy Kwiatkowski, Jan Błoński, Tomasz Burek, Jacek Łukasiewicz, Piotr Kuncewicz, Jan Pieszczachowicz. W ostatnich łatach wielokrotnie pisał o nim jeden z najciekawszych krytyków młodego pokolenia — Piotr Łuszczykiewicz, autor poświęconej poezji Grochowiaka książki "Książę erotyku". Ano właśnie, Grochowiak byt mistrzem poezji miłosnej, chociaż oczywiście nie tylko. Był przecież najpierw tym, który radykalnie zbuntował się przeciwko artystycznym konwencjom i konwenansom obyczajowym, dzięki czemu podbił dla poezji tereny uznawane dotąd za zdecydowanie niepoetyckie, poniekąd banalne, brzydkie, ubogie, kalekie. To do Tadeusza Różewicza i Stanisława Grochowiaka skierował Julian Przyboś w roku 1962 słynną Odę do turpistów. Sam Grochowiak nie godził się na to, żeby jego antyestetyczną postawę określać w kategoriach turpizmu, wolał dużo celniejszy termin — mizerabilizm. Z czasem coraz częściej odwoływał się także do tradycji wielkiej poezji polskiej: korzystał z poetyki zgoła barokowych konceptów, w trzech cyklach sonetów „białych”, „brązowych” i „szarych” w zbiorze Agresty odnowił formę sonetu, natomiast arcydzielny "Rok polski", jego ostatnie wielkie osiągniecie twórcze, to już manifestacja klasycyzmu. Zmarł 2 września 1976 roku w Warszawie. Najwyższy czas zacząć go czytać na nowo. W jego poezji możemy przejrzeć się niczym w lustrze.

Jerzy Drzewucki
rys. Anna Cięciel-Łukaszewska
   

Komentarze:



Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.

zabrakło, a taki ważny (0)~edward, 2016-09-11 14:21:49

Totentanz in Polen – poemat Stanisława Grochowiaka z 1969, współautor Wilhelm Petersen. Wyjątkowy w karierze Grochowiaka utwór. Poemat w XIV pieśniach stanowi komentarz do rysunków i zapisków pamiętnikarskich Petersena, żołnierza Wehrmachtu podczas kampanii wrześniowej.

Wyraź swoją opinię:
Twój komentarz ukaże się niezwłocznie po załadowaniu przez administratora serwisu.