25 lipca 2017, wtorek
Marek Raczkowski komentarzy: 0

Na dziś

komentarzy: 0

.

File Electronic Language International Festiwal (fb) komentarzy: 0

Chłopak z brodą

Janek Koza komentarzy: 0

Na dziś

Redakcja komentarzy: 0

Fajne chłopaki, wróżymy im dużą przyszłość

Joanna Dziwak komentarzy: 0

Gry losowe. Odcinek 58.



Gdzieś na świecie miały miejsce historyczne wydarzenia, sławni, francuscy aktorzy wyjeżdżali z kraju stając się sławnymi, rosyjskimi aktorami, ktoś dokonywał przełomowego odkrycia, ktoś inny dostawał nominację do Oscara, w życiu znacznej części populacji nic nie było już takie jak wcześniej. Tylko w życiu Arkadiusza Pszczoły wszystko było takie jak zawsze.


Uważał, że napisanie swojego najlepszego wiersza ma jeszcze przed sobą. Uważał tak od wielu lat, świadomość ta pomogła mu przetrwać upadek komunizmu, sejm I, II i kolejnych kadencji, wszystkie pielgrzymki papieża Polaka do ojczyzny, wszystkie zapowiadane końce świata i wszystkie porażki reprezentacji Polski. Nie wszystek umrę, zostanie po mnie mój najlepszy wiersz, którego napisanie mam jeszcze przed sobą, zwykł myśleć Arkadiusz Pszczoła w chwilach egzystencjalnych kryzysów. Było to naprawdę przemijające: w świecie, w którym wszystko się kończy i przemija, jedyną pewną i stałą rzeczą było to, że najlepszy wiersz Arkadiusza Pszczoły jeszcze nie powstał.


Coś tam niby się w jego życiu działo, ale on nie przejmował się tym za bardzo, na wszelkie wyroki losu reagował ze spokojem entomologa, który widział już wszystkie motyle świata. Raz na przykład miał prawdziwą narzeczoną. Miał dwadzieścia kilka lat i kilka milionów złotych w kieszeni – było to jeszcze przed denominacją. Był to jednak związek trudny i na odległość: ona mieszkała w Zabrzu, a on w Bytomiu. Ktoś powie, że to niewielka odległość i będzie miał rację. Ktoś inny powie, że każda, nawet najmniejsza odległość może być przeszkodą i też będzie miał rację. Arkadiusz Pszczoła stanowił trzecią stronę w tym sporze: uważał, że jest to duża odległość. Odległość, która skłania do pisania pełnych tęsknoty wierszy. Odległość, która czyni romans tragicznym. Kiedy narzeczona Arkadiusza Pszczoły, Marzena, zaproponowała, że może przeprowadzić się do Bytomia i może wręcz zamieszkać z nim, Arkadiusz Pszczoła doszedł do wniosku, iż jest to właśnie ten moment, kiedy należy zakończyć tę znajomość. Uświadomił sobie w jednej chwili, że na pewno nie napisze nigdy swojego najlepszego wiersza, jeśli ta kobieta się do niego wprowadzi, postawi na parapetach wymagające pielęgnacji rośliny doniczkowe, zostawi włosy w umywalce.


– Zaczyna się od rośliny doniczkowej – tłumaczył. – Następnie będziesz chciała mieć ze mną chomika. Być może kanarka. Coś, co wymaga uwagi i opieki, czyniąc życie nie do zniesienia. A w końcu powiesz, że sama chcesz się rozmnażać i tego nie zniosę. To znaczy nie samego rozmnażania, ale tego, co jest później. Kochałem cię, gdy mieszkałaś w Zabrzu, ale teraz, kiedy myślami i jedną nogą jesteś już w Bytomiu, przestałem cię kochać.


Marzena najpierw rozpłakała się, a potem zabrała swoje myśli i nogę z powrotem do Zabrza. Oddała z godnością pierścionek zaręczynowy za kilka milionów złotych i powróciła do swojego zwykłego życia bibliotekarki ze Śląska. Choć miała dopiero dwadzieścia kilka lat, naszła ją dojrzała refleksja, że życie nie jest przeważnie tak jak w książkach. Ale z drugiej strony nie jest też takie jak w telewizji. Życie jest po prostu takie jak w życiu, pomyślała Marzena, na długo zanim przeczytała powieści Paulo Coelho. Kilka miesięcy później spotkała mężczyznę, który nie był Arkadiuszem Pszczołą. W krótkim czasie miała z nim rośliny doniczkowe, chomika, a w końcu nawet dziecko. Przeniosła się z Zabrza do Mysłowic, gdzie wciąż była bibliotekarką, ale dodatkowo po pracy robiła też pierogi lub kluski śląskie. Lubiła to. Czasem wracały do niej wspomnienia o dawnym narzeczonym, ale wtedy zaczynała rozwiązywać krzyżówkę lub myśleć, co zrobić na obiad, by uczynić świat lepszym. On natomiast nigdy nie myślał specjalnie o Marzenie. Kobieta jak kobieta. W samej Polsce jest dwadzieścia milionów kobiet, które nie czują potrzeby przeprowadzenia się do Bytomia i wywierania tym samym negatywnego wpływu na twórczość Arkadiusza Pszczoły.


Kapitalizm również nie zmienił nic zasadniczo w jego życiu. Wszyscy wokół uczyli się angielskiego i obsługi komputera, pili colę i marzyli o polonezie caro. Arkadiusz Pszczoła dostał za to spadek po babci z USA, więc naukę angielskiego mógł sobie na razie darować. Robił herbatę i patrzył przez okno, przez które widział tylko kościół – sklep Biedronka miał się tam pojawić dopiero za kilka lat.



Wszystkie odcinki,
Klick!!!

Ironia i sarkazm pomagają mi znieść głupotę innych komentarzy: 0

Dowcip na dziś

Puławski Ośrodek Kultury komentarzy: 0

Proszę, dziękuję